Nie wyobrażam sobie, by śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej mogło być właściwie zakończone bez posiadania oryginałów nagrań czarnych skrzynek i nagrań ze stanowiska kontroli lotów w Smoleńsku - taką ocenę wyraził mniej więcej prokurator generalny Andrzej Seremet przed chwilą na konferencji prasowej.
To oczywiście nieprawda, Andrzej Seremet nie jest bowiem ani seryjnym samobójcą, ani dobrym prawnikiem, ani mądrym człowiekiem. Ale dokładnie taką opinię wyraził w sprawie tzw. afery podsłuchowej związanej z publikacjami tygodnika Wprost.
Mamy więc dwóch Andrzejów Seremetów. Obaj bronią rządu Donalda Tuska. Pierwszy mówi, że do zakończenia ważnego śledztwa smoleńskiego nie są potrzebne oryginały nagrań, zaś drugi rzecze, jakoby bez oryginałów nie było możliwe właściwe zakończenie ważnego śledztwa podsłuchowego. W obu wypadkach Andrzej Seremet powołuje się na pojęcie praworządności i obowiązujące procedury karne.
No cóż, w kraju, w którym hipokryzja jest religią, bogiem jest pieniądz, a mieszkańcy traktowani są jak najpodlejsza hołota, nic nie dziwi. Także to, że "dziki" i "nie istniejący" kraj tworzą politycy rządzącej partii.


Komentarze
Pokaż komentarze (73)