Radosław "Kali" Sikorski z pewnością nie przebiera w słowach, jeśli idzie o życie publiczne. Bynajmniej nie chodzi tu jedynie o słynne "dożynanie watah".
Stare powiedzenie mówi, że kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Nic więc dziwnego, że Sikorskiemu oberwało się od różnych internautów, którzy również nie szczędzili Sikorskiemu ostrych szyderstw. To, oczywiście, nie spodobało się naszemu tłiterowemu ministrowi, który zażądał ścigania sprawców z urzędu.
Ileż to razy prokuratura w takich sytuacjach orzekała, że nie ma interesu publicznego w ściganiu sprawców i żeby sobie pokrzywdzony radził sam na drodze cywilnej bądź karnej. Nic więc dziwnego, że prokurator rozpoznająca sprawę i tym razem uznała, że nie ma potrzeby angażować organów państwa do obrony Radosława "Kali" Sikorskiego. Ponadto, "skoro sam w prywatnych rozmowach używa wulgaryzmów i opowiada świńskie dowcipy, to musi się liczyć z "eskalacjami emocjonalnymi wyrażanymi w komentarzach".
Postawa pani prokurator spotkała się z natychmiastową ripostą Andrzeja "Niezależnego" Seremeta, ogłoszoną - co oczywiste - na łamach Gazety Wyborczej. Andrzej "Niezależny" Seremet nie tylko dopatrzył się uchybień dotyczących wykładni prawa, lecz także naruszenia powagi urzędu prokuratorskiego (sic!) i zażądał od prokuratora apelacyjnego wdrożenia wobec prowadzącej śledztwo postępowania dyscyplinarnego.
I to jest właśnie clou całej sprawy. W identycznych sytuacjach, także w stosunku do polityków opozycji, polskie organy prokuratury wielokrotnie odmawiały prowadzenia postępowania dowodząc, że pokrzywdzony sam może złożyć w sądzie prywatny akt oskarżenia i/lub bronić dobrego imienia na drodze cywilnej. Ponieważ teraz jednak chodzi o prominentnego przedstawiciela sitwy rządzącej, ta sama zasada nie tylko nie obowiązuje, ale prokurator ma wylecieć z roboty.
Jak w lusterku widać tu zarówno "niezależność" prokuratury, jak i równość wobec prawa.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)