Europoseł Janusz Wojciechowski tradycyjnie podtrzymuje temat katastrofy smoleńskiej. Moim zdaniem bardzo dobrze, albowiem - niezależnie od przyczyn katastrofy - zarówno jej oficjalne badanie, jak też prokuratorskie śledztwo, co rusz pokazuje, w jak dziadowskim państwie przyszło nam żyć. Chyba tylko wierni parafii Czerskiej wierzą jeszcze w to, że Polska jest szanowanym krajem, z której zdaniem liczą się wielcy tego świata.
Oczywiście, temat smoleński od samego początku wywoływał i nadal wywołuje skrajne emocje. Mimo że notki Janusza Wojciechowskiego (oraz jego komentarze) są stonowane i wyważone, blogerskie komentarze pod nimi są przeróżne. Jak na rozkaz zlatują się pod nimi dyskutanci, którzy są przekonani (albo mają takie zadanie), że sprawa katastrofy smoleńskiej jest raz na zawsze zamknięta. Nie przyjmują do wiadomości choćby takiego argumentu, że gdyby nawet okazało się, iż faktycznie przyczyną tragedii był ewidentnie błąd pilotów, to i tak jest sporo do wyjaśnienia w zakresie innych zaniedbań państwa polskiego, zarówno przed feralnym lotem, jak i po samej katastrofie. Wbrew opinii prezydenta Bronisława Komorowskiego (herbu Lewatywa), państwo polskie oblało egzamin na całej linii.
Co ciekawe, pan Janusz Wojciechowski zadaje głównie pytania, które pozostają jednak bez wyczerpującej odpowiedzi. To denerwuje strasznie niektórych blogerów, których symbolem stał się Wywczas. Cieszę się jednak, że europoseł PiS nie zraża się atakami i robi swoje. Każdy człowiek ma prawo mieć wątpliwości, a zadaniem organów normalnego państwa jest ich rozwiewanie. Jak na razie z zadania tego nie wywiązuje się z całą pewnością dr inż. Maciej Lasek, którego misja ponoć polega na wyjaśnianiu wątpliwości.
![]()


Komentarze
Pokaż komentarze (74)