Przyznam szczerze, że "profesura" Władysława Bartoszewskiego nie wadziła mi do czasu, gdy dowiedziałem się, że Uniwersytet Łódzki zatrudnił rzeczonego jako wykładowcę na studiach podyplomowych, ale już jako prof. dr hab. Władysława Bartoszewskiego. W tym momencie przestało to być zabawne, albowiem - jak powszechnie wiadomo - zgodnie z polskim prawem Władysław Bartoszewski nie jest nawet magistrem.
![]()
Oczywiście, po uwzględnieniu różnego rodzaju uwarunkowań, uczelnia może zatrudnić do prowadzenia okolicznościowych wykładów nawet kowala, ale nie ma prawa zmuszać studentów, by w indeksach przypisywali kowalowi stopnie i/lub tytuły naukowe, których posiadaczem nie jest. Byłoby to bowiem zwyczajne poświadczenie nieprawdy.
![]()
Przy okazji "profesury" Władysława Bartoszewskiego dowiedziałem się, że studiów wyższych nigdy nie ukończył także śp. Tadeusz Mazowiecki, który wielokrotnie podawał publicznie (także w przewodniku sejmowym), iż jest prawnikiem. Tak było także w kampani prezydenckiej w 1990 roku, gdy obóz postępu pw. Adama Michnika tytułował rzeczonego magistrem prawa. Ojciec-założyciel PRL-bis przypomniał sobie o nieskończonych studiach dopiero po wpadce "magisterskiej" Aleksandra Kwaśniewskiego.
![]()
Teraz mamy nową odsłonę walki o stopnie i tytuły naukowe. Radosław Sikorski chwali się, że ukończył sławny Oxford ze stopniem magistra, podczas gdy formalnie edukację zakończył na licencjacie, a później dokupił sobie - jak najbardziej legalnie - za 10 funtów rzeczonego magistra. Bez jakichkolwiek studiów uzupełniających, bez jakichkolwiek egzaminów etc.
I znowu, podobnie jak w wypadku Władysława Bartoszewskiego ciemnogród uważa, że formalnie Radosław Sikorski jest tylko licencjatem, zaś obóz postępu dowodzi, że - kupując magistra za 10 funtów - minister spraw zagranicznych wspiął się na wyższy poziom kariery naukowej. Nb. jestem ciekawy, co obóz postępu miałby do powiedzenia, gdyby formalne braki w wykształceniu wyszły u polityka z ciemnogrodu. Obawiam się, że wszystko zmieniłoby się o 180 stopni.
Czytając różne notki w sprawie "magistra z Oxfordu" natknąłem się na link do ciekawego artykułu, opublikowanego w The Telegraph, w którym zmiażdżono tradycję możliwości kupowania stopnia magistra po licencjacie dosłowanie za nic, czyli za 10 funtów.
Tak czy siak, w Polsce Radosław Sikorski nie musi posiadać nawet wykształcenia na poziomie licencjatu, by być ministrem. Nie w tym jednak rzecz, albowiem z drugiej strony nie może się dziwić śmiechom z "10-funtowego magistra", bo w polskiej tradycji nie istnieje kupowanie wykształcenia magisterskiego tylko przez to, że przez kilka lat oddychało się jako licencjat.
A oto rzeczony materiał, pochodzący ze strony The Telegraph:
Students from other universities must undertake at least a year’s extra study, pay tuition fees averaging £4,250 and pass examinations in order to achieve an MA.
Oxford BA graduates can claim an MA four years after finishing their bachelor’s degree for as little as a £10 admin fee, while Cambridge alumni can claim one six years after their first term of study.
Now politicians hope to outlaw the Oxbridge MA, awarded to about 3,000 Oxbridge students each year, amid fears that it could hand them an unfair advantage in the jobs market.
Two out of three employers is unaware that a Cambridge MA does not represent any kind of postgraduate achievement or study, according to a study by the Quality Assurance Agency (QAA), the universities watchdog, in 2000.
The confusion comes from the different titles used by universities for postgraduate courses.
Oxbridge students studying a postgraduate degree earn qualifications such as an MSc in science, or an MPhil in humanities, but the MA is simply a title and not an academic qualification.
It is easily confused with the MA degrees awarded by most universities in the country for real postgraduate study in the arts.
The validity of the title is even questioned by academic staff at the universities concerned, who warn the tradition may soon "spark a PA disaster".
Speaking last year at Cambridge University’s Senate, Dr Neil Dodgson, a computing professor, said: “Many find it offensive that we should award a degree for doing nothing more than being able to breathe for three years.
“It is only a matter of time before our MA spawns a PR disaster. Perhaps it is time for us to acknowledge that the rest of the world has mover on, and to align ourselves, reluctantly, with a world that believes that a degree should only be awarded for academic achievement.”
The cross-party group of ministers led by Labour MP Chris Leslie will outline their argument in a ten-minute rule bill in Parliament on Tuesday.
They will claim there is “no logical or justifiable defence of this historical anachronism” and that unearned qualifications should be discontinued “in order to preserve the academic integrity of the MA”.
Mr Leslie described the award as “an outdated and unfair practice – especially when tens of thousands of hard working postgraduate students have to undergo proper academic study to achieve the same title.”
He added: “It is barely believable that the practice still goes on … we need to end this unmerited and confusing patronage once and for all.”


Komentarze
Pokaż komentarze (10)