Pamiętacie, jak niemiecki dziennikarz Peter Köhler napisał w 2006 roku w gazecie "Tageszeitung" paszkwil, w którym porównał obu braci Kaczyńskich do złodziejaszków i nazwał śp. Lecha Kaczyńskiego "kartoflem"? Nadredaktorowi tak bardzo się spodobał, że w Gazecie Wyborczej zamieszczono nie tylko omówienie artykułu, ale też tłumaczenie z oryginału, pod znamiennym tytułem: Nowy polski kartofel. Złodziejaszki, co chcą zawładnąć światem. Wszystko po to, by polskiemu czytelnikowi nie umknęło to, co "na Zachodzie mówią o Kaczyńskich". Nb. gdy z perspektywy 8 lat wczytać się dokładnie w treść rzeczonego paszkwila, widać jak na dłoni, że jedynym jego celem było maksymalne obrzucenie guanem braci Kaczyńskich.
Kilka dni temu na konwencji PiS Jarosław Kaczyński omal nie pocałował w rękę mężczyzny. Gdyby nie zdecydowane cofnięcie ręki, tak by się stało. Oczywiście, Gazeta Wyborcza opatrzyła to tytułem: Potknięcie prezesa PiS. Z rozpędu pocałował w rękę mężczyznę. Czyli wedle GW jednak pocałował. Nie trzeba dodawać, że GW nie omieszkała zamieścić filmiku z tą sceną.
Teraz dochodzimy do sedna, czyli wizyty premier Ewy Kopacz w Berlinie. Internet błyskawicznie obiegł film, z którego wynika, iż premier Kopacz - najdelikatniej rzecz ujmując - miała poważny problem ze znalezieniem drogi i musiała być "ręcznie" sterowana przez Angelę Merkel. Niektórzy domniemują, że przed oficjalnymi uroczystościami obie panie wesoło spędziły czas i stąd ten chwiejny krok naszej premier.
Zobaczmy jednak, jak ten niewątpliwy blamaż polskiej premier przedstawiła Gazeta Wyborcza. Niestety, w artykule jest tylko zdjęcie, na którym Ewa Kopacz prezentuje sprężysty krok i nie ma mowy o jakimkolwiek obciachu. Oczywiście, nie ma też filmiku, na podstawie którego lemingi zakochane w Michniku mogłyby sobie wyrobić inne zdanie.
Wyobraźcie sobie teraz, że śp. Lech Kaczyński jedzie do Berlina jako prezydent i prezentuje się tak, jak ostatnio Ewa Kopacz. Gazeta Wyborcza na zmianę z TVN grzałyby temat minimum 2 tygodnie, cytując m.in. Janusza Palikota, który żądałby badań lekarskich od prezydenta na okoliczność choroby alkoholowej.
No, ale co tu wymagać od Gazety Wyborczej, która pisze tym bardziej "obiektywnie", im więcej kasy polskich podatników trafia do kieszeni Michników za pośrednictwem polskiego rządu.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,3460382.html
http://wyborcza.pl/1,75477,16778129,Polsko_niemieckie_wietrzenie_stosunkow.html


Komentarze
Pokaż komentarze (43)