Miałem dziś rzadką okazję podyskutować w niewymuszony sposób z różnymi "Kowalskimi" (w różnym wieku - ja sam byłem jednym z młodszych) na temat polityki. Liczba "Kowalskich" zmieniała się od 6 do 12 (w porywach). Naprawdę pouczające doświadczenie. Rozmawialiśmy coś około trzech godzin o wszystkim i o niczym - tak po trochu. O Sikorskim, o Nowaku (Sławku), o Palikocie, o Komorowskim, o Putinie, o Ukrainie, o Smoleńsku, o gender, o emigracji młodych, o wydłużeniu wieku emerytalnego, o CBA, o kolejkach w służbie zdrowia, o niewybudowanych autostradach, o teściowej prezydenta Pawła Adamowicza, o korkach w mieście itp. itd.
"Kowalscy" w zasadzie nie zostawili na rządzących suchej nitki, poza jednym facetem, który próbował bronić PO. Gdzieś w drugiej połowie drugiej połowy dyskusji delikatnie zapytałem, na kogo w takiej sytuacji głosować w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych? Tu znowu głosy były różne, ale po chwili złączyła je niemal jedna myśl - raczej nie na PiS! Lubię wyzwania, więc zapytałem, a dlaczego nie? W odpowiedzi nie poznałem - oprócz tego, że będą odgrzebywali Smoleńsk - ani jednego argumentu. Kaczyński się nie nadaje. A konkretnie dlaczego? Milczenie. PiS nie ma kadr. A jakie kadry ma PO, skoro niemal wszyscy przed chwilą wieszali na niej psy? Konsternacja.
W tej sytuacji Platforma Obywatelska zaczyna mi coraz bardziej przypominać Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą, którą nb. bardziej znam z opowiadań wujków niż z autopsji. Z tego, co wiem, w latach '80 ludzie w swojej masie też wieszali psy na sekretarzach, ale równocześnie nie wyobrażali sobie, by władzę w Polsce miała sprawować solidarnościowa opozycja. Skoro cały czas mamy PRL-bis, to musi nią rządzić PZPR-bis, czyli Platforma Obywatelska, która zresztą do tej funkcji pasuje o wiele lepiej, aniżeli SLD. Większości Polaków widocznie to pasuje.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)