Żaden człowiek o zdrowych zmysłach nie zaliczy tegorocznych wyborów do rzetelnych i uczciwych. Nie idzie przy tym o to, kto zyskał, a kto stracił. Idzie o zasady, których lemingi nigdy nie zrozumieją.
W świecie lemingów obowiązuje bowiem logika dwuwartościowa: PiS i nie-PiS. Wygrywa PiS, czyli legalna partia, znaczy się idzie faszyzm. Wygrywa nie-PiS, znaczy się wygrywa demokracja. Zasada przy tym jest jedna: wszystkie sposoby są dozwolone, jeśli prowadzą do przegranej jakiejkolwiek partii spoza systemu III RP, czyli PRL-bis.
Oczywiście, gdyby wybory samorządowe przeprowadzono w Polsce w taki sposób w 2006 roku, to wedle lemingów mielibyśmy skandal na skalę ogólnoświatową, zaś Tomasz Lis siedziałby w symbolicznej klatce. Jasne, że winę za wszystko, co złe, ponosiliby osobiście Lech i Jarosław Kaczyńscy. Teraz mamy samograj lemingów w postaci: "PO i PSL są w porzo. Winny jest system".
A kto ten system stworzył i kto nim aktualnie zarządza? No kto?

Myli się ten, kto zakłada, że da się przykryć ten burdel i ewidentną ustawkę kolejną toną pudru i lakieru za pomocą tzw. zaprzyjaźnionych z władzą mediów. Po tych wyborach już nic nie będzie w Polsce takie samo. W przyszłym roku są kolejne wybory, a Polacy nie dzielą się tylko na lemingi i mohery. Zatem można spodziewać się olania tychże przez znacznie większą część społeczeństwa, które i tak jest dość pasywne. Chyba, że przestrzeń tę zagospodaruje PiS lub inni, pozasitwowi politycy. Niewiele jednak na to wskazuje, albowiem środowiska te są wyjątkowo podatne na skłócanie, o czym doskonale wie sitwa i tzw. zaprzyjaźnione media.



Komentarze
Pokaż komentarze (22)