Pierwszą turę wyborów mamy za sobą. Nikt normalny mi nie wmówi, że tegoroczne wybory były "świętem demokracji", albowiem były nierzetelnie i nieuczciwie przeprowadzone. Nie jest w tym momencie ważne, czy PiS wygrał bądź przegrał, bo to samo napisałbym, gdyby PiS wygrał we wszystkich sejmikach. Oczywiście, lemingi - bezkrytycznie popierający partie rządzące - będą tradycyjnie śpiewały rano przed lustrem "Polacy nic się nie stało", ale dalej nie w tym rzecz.
Przed nami druga tura wyborów, w której chodzi nie tylko o wygraną, ale też o udowodnienie, iż pierwsza tura została skopana (znowu nieważne na razie z jakich powodów). Przed PiS-em jawi się przeto poważna szansa pokazania mechanizmu deformującego wybory. Zakładam, że IPSOS będzie znowu badał preferencje. Jeśli zatem ostateczne wyniki wyborów nie będą odbiegały od badań exit poll, będzie to znak, że wybory do sejmików obarczone są poważnym błędem. Na nic zdadzą się tłumaczenia reżimowych celebrytów oraz "ekspertów", jakoby wszystkiemu była winna książeczka, ponieważ mieliśmy już z czymś takim do czynienia wcześniej i takiej skali błędów nie było (poza województwem mazowieckim).
Ponadto PiS ma szansę wziąć premię za to, że w pierwszej turze "mylono się" się prawie wyłącznie na niekorzyść tej partii i ugrupowań pozasitwowych. Dotyczy to zarówno "mylących się" nagminnie wyborców, jak i Państwowej Komisji Wyborczej. Co prawda reżimowi dziennikarze już rozpoczęli narrację przeciwną, zaś lemingi otrzymały w ten sposób przekazy dnia i wiedzą co mają "myśleć", ale wiele - moim zdaniem - da się jeszcze zrobić. Z rozmów, które ostatnio udało mi się przeprowadzić z różnymi ludźmi, wynika bowiem, że nastąpiło wyraźne przegięcie i wyborcy to widzą.




Komentarze
Pokaż komentarze (66)