W polskiej polityce najbardziej drażnią mnie hipokryci. Oczywiście, tacy są w każdej partii, ale najwięcej z nich wywodzi się z pnia Unii Demokratycznej, czyli późniejszej Unii Wolności, a obecnie przynależy do Platformy Obywatelskiej. Widać to na każdym kroku.
Hipokryzja nb. świadczy o niezbyt wysokim ilorazie inteligencji u polityków, którzy traktują wyborców jak przysłowiowe barany wyposażone jedynie w pamięć ulotną. Oto dwa charakterystyczne przykłady:
1. PiS zawnioskował, by w związku z ostatnimi wyborami samorządowymi zaprosić do Polski obserwatorów OBWE. PiS został za to zlinczowany przez obecnego prezydenta RP, gdy tymczasem sam Bronisław Komorowski postulował głośno i wyraźnie takie rozwiązanie w 2007 roku mówiąc wówczas:
Jakiś szatan pisze te scenariusze. Ogłosić światu, że Polska nie chce przyjąć obserwatorów OBWE! Do kolejnych skandali trzeba dodać jeszcze jeden. Bo co to oznacza? Polska sama siebie stawia w świetle podejrzeń, że coś tu jest nie tak? Co ma do ukrycia Polska przed obserwatorami którzy jeżdżą do wielu krajów? Tylko raz się zdarzyło, że prezydent Łukaszenka próbował ograniczyć dostęp obserwatorów do swojego kraju. Ale i on ustąpił. Polska braci Kaczyńskich przelicytowała Łukaszenkę!

2. Zapowiadane przez PiS na dzień 13 grudnia 2014 r. protesty uliczne są wedle dzisiejszej PO zamachem na demokrację, bo - wedle premier Ewy Kopacz - władzy nie zdobywa się na ulicy. A co czołowi politycy PO robili w 2006 roku? Ano, zorganizowali uliczny "Błękitny Marsz", by odebrać władzę Kaczyńskim.

Popatrzmy, co wtedy mówił ówczesny wódz hipokrytów Donald Tusk:

To na tym marszu pojawił się słynny plakat:

No cóż, lemingi mają kolejne zadanie, tzn. wykazać dwójmyślenie, czyli że w latach 2005-2007 słusznie było tak postępować, a po zmianie władzy już jest niesłusznie.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)