Dziś z mediów dowiedziałem się, że tzw. "kilometrówki" mogli brać nawet posłowie nie posiadający samochodów. Czego jeszcze brakuje nam do kompletu? Chyba tylko wypłaty ekwiwalentu za przejazdy samochodem prywatnym dla posłów, którzy przenieśli się na tamten świat.
Adam Hofman nie jest z mojej bajki (wręcz przeciwnie), zaś tzw. aferę madrycką oceniam jednoznacznie negatywnie. To pisałem już wielokrotnie. Trudno jednak zaprzeczyć, iż polskie społeczeństwo "zawdzięcza" Adamowi Hofmanowi jedną rzecz, mianowicie wszyscy możemy zobaczyć sejmowy burdel finansowy. Sejm, czyli organ państwa, który powinien świecić przykładem, okazał się miejscem, w którym nie tylko załatwia się brudne interesy, ale jeszcze w prostacki sposób wyciąga ręce po nie swoje.
To nie jest przypadek, że wewnętrzne przepisy sejmowe skonstruowane są tak, żeby praktycznie nikogo nie dało się pociągnąć do odpowiedzialności karnej za poświadczanie nieprawdy w dokumentach mających znaczenie prawne. Lemingom przypominam, że owszem posłowie PiS brali udział w tym procederze, ale główną odpowiedzialność ponoszą politycy PO, którzy rządzą Sejmem od 2007 roku. Wczoraj bowiem spotkałem się w S24 z kretyńską opinią, że politykom PO wolno właściwie wszystko, bo - w przeciwieństwie do polityków PiS - nie składali społeczeństwu "ślubów czystości". Takiej postawy nie ma sensu komentować.
Prawdopodobnie nic nie da się zrobić w tej sprawie od strony procedury karnej. Owszem, prokuratura zapewne długo i namiętnie będzie mieliła postępowanie przygotowawcze. Być może nawet coś uda się sklecić przeciwko Hofmanowi i jego kolegom, lecz jeśli tylko przeciwko nim, to przepraszam bardzo, ale ja za takie państwo politykom PO już serdecznie dziękuję.


Komentarze
Pokaż komentarze (106)