Oczywiście nic mnie nie dziwi w wykonaniu bardzo słabego intelektualnie polskiego prezydenta, zwłaszcza jeśli pamięta się, że jako jedyny zagłosował przeciwko likwidacji prosowieckich Wojskowych Służb Informacyjnych. Dziś ma zaś czelność wypominać przeszłość opozycyjną innym politykom. Człowiek, który ma obowiązek reprezentowania wszystkich obywateli i powinien być aktywnym uczestnikiem życia społeczno-politycznego, wręcz animatorem zmian, udowodnił całą swoją kadencją, że jest tylko kiepskim pudłem rezonansowym i wręcz niedołęgą umysłową.
Spójrzmy bowiem na to, co powiedział prezydent Bronisław Komorowski w sprawie tzw. afery madryckiej, która dotknęła trzech posłów PiS:
"Pycha zawsze kroczy przed upadkiem".
Zgadzam się z taką diagnozą, pod warunkiem wszakże, iż w taki sam sposób będziemy traktowali wszystkie osoby publiczne, które mają problemy z rozliczeniem pieniędzy podatników. Tymczasem zobaczmy, co ten sam prezydent Bronisław Komorowski powiedział w sprawie rozliczeń marszałka Radosława Sikorskiego, który nie tylko nie miał jak wyjeździć samochodem prywatnym 80 tys. km, ale dodatkowo wliczał pobrane z Kancelarii Sejmu pieniądze w koszt kampanii wyborczej, a co jest surowo zabronione przez prawo. Ano, tutaj już nie ma mowy o pysze czy upadku, za to są te znamienne słowa:
"Podejrzenia w Polsce bardzo łatwo jest rzucić w przestrzeń (...). Zawsze jest obowiązek udowodnienia cudzej winy".
Hipokryzja w najczystszej postaci. W pierwszym przypadku prezydent wszystko wie, zaś wina posłów PiS nie budzi u niego żadnych wątpliwości, natomiast gdy chodzi o kumpla z PO, Bronisławowi Komorowskiemu nagle przypomniała się zasada domniemania niewinności.
Niestety, funkcja prezydenta przerosła Bronisława Komorowskiego wielokrotnie, podobnie jak wcześniej funkcja marszałka Sejmu.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)