Jutro arcyważna rozprawa w dużym pałacu. Dziennikarz (i jednocześnie oskarżony) Wojciech Sumliński twierdzi, że został wezwany do Prokuratury Apelacyjnej, która zakazała mu zadawać kluczowe pytania świadkowi prezydentowi Bronisławowi Komorowskiego - pod rygorem odpowiedzialności karnej.
Nie wiem, czy to prawda, ale wiem, że nie istnieje taka podstawa prawna, która by regulowała kwestię tak, jak twierdzi W. Sumliński, czyli pozbawiała oskarżonego prawa do obrony li tylko dlatego, że świadkiem jest urzędująca głowa państwa. Gospodarzem postępowania w tym stadium jest sąd i to on decyduje, czy konkretne pytanie dopuścić bądź uchylić. Może to uczynić z własnej inicjatywy lub na wniosek np. prokuratora.
Jeśli rzeczywiście jutro by się tak działo, moim zdaniem Wojciech Sumliński powinien zadawać pytania, jakie uzna za zgodne ze swoją linią obrony, a jeśli sąd będzie je uchylał z własnej inicjatywy bądź na wniosek prokuratora, niech za każdym razem żąda wiernego zaprotokołowania treści pytania i niech za każdym razem składa oświadczenie (i żąda jego zaprotokołowania) mniej więcej takiej treści:
Oświadczam, że uchylone pytanie miało na celu wyjaśnienie jakiejś konkretnej kwestii (na przykład: chciałem w ten sposób wykazać, że świadek prezydent RP Bronisław Komorowski zeznawał wcześniej nieprawdę lub wprost mataczył, kłamał itp.), a która to kwestia stanowi podstawę aktu oskarżenia w mojej sprawie w punkcie takim a takim. Uchylenie przez sąd tego pytania powoduje, że zostaję pozbawiony elementarnego prawa do obrony.
ETPC w Strasburgu uwielbia takie sprawy. Jeśli zaś sędzia odmówiłby zaprotokołowania jakiegoś pytania bądź oświadczenia (które nb. działa destrukcyjnie na świadka), wtedy W. Sumliński miałby pełne podstawy do wniosku o wyłączenie sędziego, ale nie uważam, iżby do tego mogło dojść. W każdym razie jutro W. Sumliński może wykonać kawał dobrej roboty.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)