Ostatnio Adam Michnik gościł u Tomasza Lisa i wysłowił ważne poglądy na Polskę, które ze względu na znaczenie jego osoby należy wnikliwie przeanalizować. Śp. Jacek Kuroń, śp. Bronisław Geremek, śp. Tadeusz Mazowiecki i Adam Michnik, to bowiem cztery najważniejsze postacie z jednego nurtu tzw. opozycji demokratycznej, które wpłynęły zasadniczo na obecny kształt III RP. Z naturalnych względów jedynie Adam Michnik ma jeszcze wpływ na cokolwiek.

Polska dla wielu jawi się jako PRL po liftingu, coś w rodzaju zrealizowanego hasła: "socjalizm tak, wypaczenia nie". Niektórzy (także ja) nazywają to "coś" po prostu PRL-bis. Owszem, zmieniło się wiele. Mamy np. otwarte granice, pełne półki, przybywa samochodów i dróg etc. Nie mamy też formalnej cenzury, dominacji Moskwy itp. Jednocześnie wielu Polaków musi wyjeżdżać z rodzinnego kraju za chlebem (na stałe wyjechało coś ok. 2,5 mln), a wielokrotnie więcej znajduje się w sytuacji faktycznie wykluczonych w Polsce z pierwszego obiegu i czuje się traktowana tak przedmiotowo, jak tylko może czuć się obcy. Dlaczego tak się dzieje? Tę kwestię obrazowo wyjaśnił Adam Michnik w programie Tomasza Lisa.
1. Demokracja
W normalnym świecie demokracja wiąże się z rywalizacją różnych idei zarządzania państwem. Ich prezentacji służą media i debaty publiczne. W Polsce praktycznie nie ma ani jednego, ani drugiego. Mamy jedynie najemników, umownie zwanych często dziennikarzami "reżimowymi" albo "pisowskimi". Natomiast debat z prawdziwego zdarzenia nie ma w ogóle. Czy Michnik, który też jest dziennikarzem, dostrzega zjawisko niebezpiecznych podziałów dziennikarskich i zagrożeń z tym związanych? Skądże znowu! Niczym mantrę powtórzył bowiem znane słowa: Wszystkie ręce na pokład! Jeżeli my tę Polskę spieprzymy, to będzie to wina nie tylko pani premier Ewy Kopacz, ale nasza wspólna wina.
Dowiedzieliśmy się zatem, że "ta Polska", czyli Polska Michnika, Kopacz, PO i Komorowskiego jest bezalternatywna, a w związku z tym wszystkie chwyty są dozwolone, byle tylko nie dopuścić "innych" do władzy. Że w demokracji powinni wygrywać po prostu najlepsi, którzy oferują społeczeństwu bardziej fachowe, transparentniejsze i tańsze zarządzanie państwem, a w którym to państwie ludziom żyje się bezpieczniej pod każdym względem? Wolne żarty! To Michnika bynajmniej nie interesuje. Parafrazując Natalię Szymańską (Leonię Kowalską - matkę Kazimierza) z kultowego filmu "Sami swoi" da się w tym wypadku powiedzieć: Demokracja demokracją, ale realna władza musi być po naszej stronie!
Wobec tego, kto to są ci "inni", niebezpieczni dla michnikowskiej wersji demokracji? Ano, Adam Michnik wyjaśnia tę kwestię kilkukrotnie, palcem wskazując na PiS i Janusza Korwina-Mikke. Swoiście pojęta idea demokracji, przyznacie Państwo.
2. Wypaczenia i przekręty
Owszem, są, ale tylko po stronie PiS. Adam Michnik ma bowiem wyrobione zdanie jedynie na temat tzw. afery madryckiej z politykami PiS w tle: Bądźmy poważni - nie wiem, ile w Madrycie przepuścili politycy PiS, ale nie jestem tego ciekaw. To szkodliwi dla Polski politycy, źli!
A jak Adam Michnik traktuje podobne nieprawidłowości, tyle że w rozliczeniach Radosława Sikorskiego, dotyczące tzw. "kilometrówek" i ostatnio "konsultacji" jego angielskich wystąpień za ćwierć miliona złotych? Tutaj Adam Michnik prezentuje diametralnie odmienną filozofię: Za wszelką cenę szukamy okazji, by ludziom wybitnym przykleić łatkę.
Na czym polega "wybitność" Radosława Sikorskiego? Michnik odpowiada: Był bardzo dobrym ministrem spraw zagranicznych, wytworzył bardzo dobry wizerunek Polski! Szczegółów ze strony Michnika brak, czyli rytualne pustosłowie. Mnie zaś od razu przypomniała się np. kwestia ukraińska, gdzie zostaliśmy ograni na wszelkie sposoby.
3. Szacunek dla innych
Jak już wcześniej napisałem, Adam Michnik domaga się szacunku dla ludzi wybitnych. Ostrzega o tym w następujący sposób: Dawanie sygnału całemu światu, że my, Polacy jesteśmy jak Czesi i będziemy niszczyć nasze autorytety. Jak Havla w Czechach, gdzie był niszczony, opluwany. W Polsce tego nie mieliśmy? Wałęsa, Mazowiecki, Kuroń, Geremek? Teraz Sikorski.
Wiemy zatem, że nie wolno niszczyć autorytetu Wałęsy, Mazowieckiego, Kuronia, Geremka, a także Sikorskiego. A co np. ze śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim, czy innymi politykami PiS, którzy zginęli pod Smoleńskiem, lecz także z żyjącymi politykami opozycji? Tutaj Adam Michnik milczy. I słusznie, bo nie kto inny, ale jego dziennikarze oraz on sam robili i robią wszystko, by tych polityków mieszać z błotem niemal codziennie.
W tej sytuacji nieco dziwić może inne zdanie wysłowione przez Adama Michnika: Mamy szczęście do prezydentów. Wszyscy nasi prezydenci mieli poczucie odpowiedzialności za państwo i społeczeństwo. Wynika stąd wniosek, że ten opluwany przez jego środowisko prezydent Lech Kaczyński był całkiem niezły. No, ale na szczęście nie żyje, przeto dla demokracji michnikowskiej zagrożenia już nie stanowi i można go pochwalić.
4. Przyszłoroczne wybory prezydenckie
W tym punkcie chyba najbardziej wyszła Michnikowi przysłowiowa słoma z butów. Pytany bowiem o reelekcję Bronisława Komorowskiego odpowiedział w taki sposób, że jego słowa powinny przejść do historii dziennikarstwa, jako typowa spuścizna po Jerzym Urbanie, czyli chamstwo oraz bezczelność połączona z arogancją:
Jeśli Komorowski przejedzie po pijaku na pasach niepełnosprawną zakonnicę w ciąży, to może nie wygrać.
Dlaczego akurat niepełnosprawną zakonnicę w ciąży, a nie na przykład dziecko? Nie wiadomo. Być może dlatego, że - jak sam wyjaśnia w innym miejscu: Ja jestem z środowiska akatolickiego, że tak powiem. To akurat prawdą do końca nie jest, bo Adam Michnik pochodzi ze środowiska chorobliwie wręcz antykatolickiego. A skoro tak, to być może mrugnął po prostu okiem w stronę menażerii Palikota, która przecież nawet w takim wypadku zagłosowałaby na Bronisława Komorowskiego.
Podsumowanie
Wedle Adama Michnika w Polsce możliwe do realizacji są tylko dwie idee. Ta dobra, czyli jego własna, reprezentowana obecnie przez Komorowskiego i Kopacz, oraz ta zła, którą może nam zaimplementować Jarosław Kaczyński ze swoją drużyną. Oni chcą nam zafundować państwo strachu i podejrzliwości! - krzyczy wielokrotnie Adam Michnik. Kto się bał i boi takiej Polski? Adam Michnik przytacza tutaj kazus śp. wicepremiera Andrzeja Leppera oraz przywołuje oklepany tekst o tym, jakoby o 6:00 rano do drzwi mógł zastukać wcale nie mleczarz, tylko np. organy ścigania. Michnikowi wcale nie idzie przy tym o to, że boi się tego społeczeństwo, ale establishment.
Pomijając fakt, że tradycyjnych mleczarzy chyba od dawna już nie ma, oceńcie Państwo sami, która idea zarządzania państwem jest Wam bliższa? Czy Jarosława Kaczyńskiego, w której elity rządzące boją się przekrętów, a społeczeństwo poprzez dziennikarzy patrzy władzy na ręce, czy też Adama Michnika, w której nie wolno niszczyć "autorytetów", ale tylko tych namaszczonych przez jego samego (nawet jeśli te "autorytety" mają nieźle za pazurkami), zaś dziennikarze mają dostosować swoje działania do prostackiego paradygmatu III RP "wszystkie ręce na pokład"?


Komentarze
Pokaż komentarze (51)