Bezpośrednim impulsem do napisania tej notki stał się materiał opublikowany przez blogera Owanuta, czyli Włodzimierza Woronieckiego. Dobrze się stało, że jego notka była na topie SG, bo dzięki temu wielu mogło się z nią zapoznać i spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie, na czym właściwie polega antysemityzm. W Polsce brakuje bowiem zrównoważonych (zarówno w sensie argumentacyjnym, jak i emocjonalnym) dyskusji na temat antysemityzmu. Chciałbym przeto - o ile to w ogóle możliwe - porozmawiać spokojnie o tym problemie.
Zacznę jednak od czegoś zupełnie innego. Co sądzicie dla przykładu o kierowcy, który pokazuje środkowy palec innemu użytkownikowi drogi (np. pieszemu) i czy jest to wyłącznie polska specjalność? Osobiście miałem okazję doświadczyć tego nie tylko w Polsce (m.in. w Niemczech) i uważam takiego pokazującego za chama. Tylko tyle i aż tyle. Czy pokazywanie środkowego palca ma jakieś znaczenie polityczne bądź narodowościowe? Moim zdaniem nie. Pamiętam jednak, jak osobiście premier Jerzy Buzek przepraszał w polskiej telewizji naród żydowski za to, że jakiś cymbał idący poboczem drogi pokazał środkowy palec nadjeżdżającemu autokarowi z młodzieżą izraelską. Był w tym jakiś antysemityzm? Moim zdaniem żadnego, bo na tej samej zasadzie mnie za antypolonizm powinien przeprosić osobiście kanclerz Niemiec. No, chyba że uznamy, iż jestem obywatelem gorszej kategorii. Okazuje się jednak, że wyciągnięty środkowy palec jakiegoś prostaka można uznać za taki przejaw antysemityzmu, że musi interweniować premier. Czy jakiś inny naród wpadłby na taką interpretację?
Pamiętam też inną sytuację. Młodzież izraelska zakwaterowana w jednym z krakowskich hoteli zostawiła totalny burdel w pokojach, włącznie z odchodami w jednej z umywalek. Gdy oburzona takim postępowaniem obsługa hotelowa próbowała coś z tym zrobić, zarzucono jej... tak, tak, zgadliście - antysemityzm. Wtedy nie po raz pierwszy zacząłem poważnie zastanawiać się, dlaczego ważne pojęcie antysemityzmu wykorzystywane jest do arcybanalnych sytuacji, które z antysemityzmem nie mają absolutnie nic wspólnego.
Znany jest też kazus jednej z żydowskich studentek na amerykańskiej uczelni, która przez jakiś czas malowała na różnych drzwiach bodaj gwiazdę dawidową. Gdy w końcu odkryto, kto jest autorem tych ewidentnie antyżydowskich działań, studentka wytłumaczyła się bardzo prosto, że chciała wszystkim przypomnieć o problemie antysemityzmu. Śledztwo umorzono.
Warto przeto zastanowić się, dlaczego akcje przypominania o antysemityzmie uruchamiane są okresowo, bez jakiegokolwiek powodu. Weźmy na ten przykład blogera Owanuta, który znany jest z tego, że lubi prowokować do wypowiedzi antysemickich, a gdy cel osiągnie, sugeruje potem mniej więcej w ten deseń, że właśnie znowu udało mu się pokazać na czym polega antysemityzm (sic!). Ostatnia jego notka jest dobitnym tego przykładem. Czy w Polsce ostatnio miał miejsce jakiś akt antysemityzmu i dlatego Owanuta zechciał przypomnieć o tym problemie? Ależ skąd! Więc po co pisać niemal non-stop o antysemityzmie w kraju, z którego pochodzi najwięcej sprawiedliwych wśród narodów świata i w którym akty antysemityzmu są rzadkością?
Mamy więc przedziwną sytuację. Z jednej strony dokuczanie Żydom li tylko za to, że są Żydami jest oczywiście złe (podobnie zresztą jak w stosunku do innych nacji), lecz z drugiej podciąganie na siłę jakiejkolwiek krytyki tego narodu pod antysemityzm jest tak samo złe. Który zresztą naród wywalczył sobie tak delikatne traktowanie, czasami wręcz na kolanach? Moim zdaniem żaden!
Na zakończenie przedstawiam kluczowe pytanie, na które nie znam odpowiedzi. Co jest antysemityzmem, a co dopuszczalną krytyką nacji żydowskiej? Proszę o bardzo konkretne przykłady, bo tylko w ten sposób można się czegoś wzajemnie nauczyć.
PS. Gdyby ktoś zechciał na dzień dobry uczynić ze mnie antysemitę, to utrudnię mu nieco zadanie przypominając, bo wielokrotnie już o tym pisałem, że mój tato jest pochodzenia żydowskiego, natomiast mama jest rodowitą Polką.
http://nuta.salon24.pl/628929,antysemityzm


Komentarze
Pokaż komentarze (255)