Beem.Deep Beem.Deep
2572
BLOG

Nie dajcie się zastraszyć Romanowi Giertychowi!

Beem.Deep Beem.Deep Polityka Obserwuj notkę 52

Rzecz dotyczy konferencji prasowej i pytania dziennikarza Samuela Pereiry. Oto treść pytania Samuela Pereiry:

Pytanie moje dotyczy pani współpracownika Jacka Rostowskiego w związku z informacją o podejrzeniu wyłudzenia pieniędzy na podróże w związku z eurokampanią. Czy pani w tej sprawie rozmawiała z nim na ten temat, czy też będą wyciągnięte jakiekolwiek wnioski personalne?

A taka jest treść odpowiedzi premier Ewy Kopacz:

Pan, rozumiem panie redaktorze, ma pewne informacje, bo pan stwierdził, że Pan poseł, były wicepremier, wyłudził pieniądze. Tak, dobrze zrozumiałam?

W związku z takim postawieniem sprawy Samuel Pereira wyjaśnia:

Pobrał z Kancelarii Sejmu kilka tysięcy złotych, mimo że te podróże były w ramach kampanii wyborczej. Ta informacja była bodaj dwa dni temu publiczna.

Ewa Kopacz:

Ja zazdroszczę panu pewności, bo ja rozumiem, że pan Jacek Rostowski na pańskie słowa zareaguje.

U dołu notki jest link i każdy może sobie odsłuchać rzeczoną wymianę zdań. Mamy oto pytanie dziennikarza, który mówi o PODEJRZENIU wyłudzenia pieniędzy i odpowiedź pani premier, która przypisuje dziennikarzowi, jakoby ten stwierdził WYŁUDZENIE pieniędzy. W sensie prawnym jest to kosmiczna różnica i tylko człowiek słabo rozumiejący język polski może postawić między tymi dwoma zdaniami znak równości.

Znacznie ciekawszy jest jednak ciąg dalszy. Otóż, jak informuje portal niezalezna.pl, sam Jacek Rostowski wydał oświadczenie, w którym poinformował, iż w połowie grudnia zwrócił do Kancelarii Sejmu kwotę 3.794,00 zł oraz oświadczył, że przekazuje sprawę... Romanowi Giertychowi.

Mamy więc do czynienia z klasyczną próbą zastraszenia wszystkich, którzy mają czelność publicznie zadawać władzy kłopotliwe pytania. Przypomnijmy bowiem, że wybory do europarlamentu odbyły się w dniu 25 maja 2014 r. i nawet jeśli Jacek Rostowski oddał pieniądze w połowie grudnia 2014 roku, to i tak formalnie naraża się na zarzut usiłowania wyłudzenia pieniędzy. Oczywiście, prokuratura może postępowanie umorzyć uznając, że szkoda została ostatecznie naprawiona, ale fakt pozostaje faktem, podobnie jak ma to miejsce w wypadku Adama Hofmana i innych. Zaś nazwisko Romana Giertycha zaczęło robić w polskiej domenie publicznej za autentyczny straszak na zasadzie: każdemu, kto zada władzy PO kłopotliwe pytanie, Roman Giertych jego język przytnie.

Apeluję przeto do dziennikarzy i polityków spoza sitwy PO-PSL: Nie dajcie się zastraszyć!

 

 

http://vod.gazetapolska.pl/9123-kopacz-grozi-pacyfikacja

http://niezalezna.pl/63868-gpc-pyta-kopacz-o-finanse-jej-wspolpracownika-na-pomoc-rusza-jakze-giertych

Beem.Deep
O mnie Beem.Deep

1. Nie prowadzę bloga dla trolli, debili i "anonimowych" dziennikarzy oddelegowanych na odcinek. 2. Nie mam czasu na dyskusję z niekumatymi lemingami oraz z osobami, które używają dowolnych argumentów w dowolnej sprawie. 3. Proszę o powstrzymywanie się od ataków personalnych na innych blogerów oraz o merytoryczną dyskusję na główny temat notki.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (52)

Inne tematy w dziale Polityka