że tak mogło być, a w szczególności leminżeria dziennikarsko-blogerska. Na całym świecie bowiem, gdy znany polityk bierze udział w nietypowym zdarzeniu, trzeba brać pod uwagę, iż mogło to być z jakiegoś powodu zainscenizowane. Jak wiadomo polityk istnieje wyłącznie wtedy, gdy o nim mówią. Dlatego też niektórzy politycy godzą się na udział w różnych dziwnych sytuacjach, byleby tylko być na językach.
Jest jednak granica śmieszności, której przekraczać normalnemu człowiekowi nie wypada, a z czego polska leminżeria dziennikarsko-blogerska nie bardzo zdaje sobie sprawę. Tę granicę wyznaczają po prostu fakty. Jeśli summa summarum poszkodowanemu nic się nie stało, wówczas podział wśród komentatorów staje się naturalny. Przeciwnicy danego polityka jeżdżą po nim jak po łysej kobyle, zaś zwolennicy zawzięcie bronią. Jedni i drudzy używają argumentu wiary, bo z faktów niewiele wynika. Jeśli jednak poszkodowany doznał poważnego uszczerbku na zdrowiu, wtedy z insynuacjami trzeba się po prostu zamknąć, bo wychodzi się na idiotę. Tak jest w normalnym świecie, ale nie w Polsce.
Wczoraj Salon24 news opublikował notkę właśnie w sprawie rzekomej ustawki Andrzeja Dudy. Notka informowała przy okazji, że poszkodowany złamał nogę, a więc wypadek był jak najbardziej rzeczywisty, a nie ustawiony. Mimo to nastąpił wysyp leminżerskich "talentów", przy czym niektóre mnie zaskoczyły, bo mimo różnicy zdań uważałem ich za myślących racjonalnie. Nie zaskoczyli mnie, bo to po prostu niemożliwe, np. taki Rajder135, Lchlip et consortes, których o empatię nigdy nie podejrzewałem. Natomiast negatywnie zapisał się wczoraj w mojej pamięci np. WUJEK M, o którym miałem znacznie lepsze zdanie.
Tak czy siak takie sytuacje są o tyle dobre, że przy okazji poznaje się cechy osobowościowe danego komentatora. To oczywiście działa w obie strony. Ci sami blogerzy, którzy zajadle atakują jakiegoś polityka, w analogicznej sytuacji równie zajadle bronią innego, z którym sympatyzują. W tym momencie wiadomo bowiem (przynajmniej dla mnie), że mamy do czynienia z hipokrytami i dyskusja z nimi na zupełnie inne tematy jest ryzykowna oraz poznawczo wątpliwa.
Pomijam oczywiście takie dziennikarskie "asy" intelektu, jak Tomasz Lis, Tomasz Wołek i Wiesław Władyka, którzy dopatrzyli się związków Andrzeja Dudy z.... Adolfem Hitlerem. Jak wiadomo, argumentum ad hitlerum, zwany też prawem Godwina, na całym świecie kończy dyskusję, a używających tegoż argumentu uznaje się za pokonanych. Poza Polską, bo w tym kraju dyskusja wtedy dopiero się zaczyna.
Na zakończenie zabawna sytuacja. Poszkodowanego posła PiS Adama Kwiatkowskiego, który w szpitalu oczekuje na operację, pani pielęgniarka poinformowała, że w Panoramie TVP podali, iż nic mu się nie stało. Poseł odrzekł, że właśnie sama mogła się przekonać, jaka jest wiarygodność mediów w Polsce. Nic dodać, nic ująć.
http://newsroom.salon24.pl/631477,andrzej-duda-ratuje-kolege-na-stoku-komentarze-ustawka


Komentarze
Pokaż komentarze (33)