Beem.Deep Beem.Deep
8913
BLOG

W obronie Kamila Durczoka

Beem.Deep Beem.Deep Polityka Obserwuj notkę 133

Jest niedziela, czyli dzień, który wielu ludzi skłania do pogłębionej refleksji.

Z Kamilem Durczokiem, do którego przyczepiono już łatkę "molestatora", mam zasadniczy problem, a nawet kilka problemów. Uważam go bowiem za człowieka inteligentnego, ale z wielu względów po prostu go nie lubię. Jestem jednak dziwnie skonstruowany i w takiej sytuacji staram się o pogłębiony obiektywizm, by w miarę możliwości uniknąć prostych omyłek.

W obronie Kamila Durczoka

Zacznę jednak od czegoś innego. Mam znajomą, starszą ode mnie, która została odratowana po utonięciu oraz znam człowieka, młodszego ode mnie, a swego czasu niesamowicie rozrywkowego, który cudem uszedł z życiem w wypadku samochodowym (inna uczestniczka zginęła). Dla obu tych osób były to punkty zwrotne w ich życiu. Znajoma stała się wręcz przykładną katoliczką, natomiast młody człowiek ustatkował się i wiedzie naprawdę spokojny żywot.

Nie wiem, jak to jest, ale wydaje mi się, że realne otarcie o śmierć niemal na każdym człowieku musi wywrzeć poważne piętno. Nie widzę tego jednak po Kamilu Durczoku, który również powrócił z dalekiej podróży, ale już bez nowotwora. Mimo to nie widać po nim żadnej zmiany. To kolejny powód, dla którego nie darzę go sympatią. Oczywiście, ma też dla mnie znaczenie, że Kamil Durczok świadomie pracuje dla orwellowskiego Ministerstwa Prawdy, czyli TVN. Wszystko zaś łącznie mogłoby prowadzić do łatwego uznania przeze mnie, że Durczok to moralne dno, więc na pewno jest "molestatorem".

Lecz Kamil Durczok jest przede wszystkim zwyczajnym człowiekiem, który w pełni zasługuje również na zasadę domniemania niewinności. W tym momencie przypomina mi się wielokrotnie oglądany przeze mnie film Sidneya Lumeta, arcydzieło niskobudżetowe, pt.: "12 gniewnych ludzi". Uważam wręcz, że ten film powinien być obowiązkowy dla wszystkich, którzy chcą być poważnymi analitykami życia społeczno-politycznego.

Dla przypomnienia. W filmie dwunastu facetów spoconych w przenośni i dosłownie (z powodu upału i niedziałającego wentylatora) stara się ustalić werdykt w sprawie 18-letniego Latynosa, oskarżonego o zadźganie własnego ojca, za co w grę wchodziły jedynie dwa wyroki: krzesło elektryczne lub uniewinnienie (pod warunkiem jednomyślności). W jednym pokoju sędziów przysięgłych spotkało się 12 różnych charakterów, 12 różnych postaw życiowych i 12 światów wartości. Jedni przekonani są o winie chłopca, inni mają różne własne uprzedzenia, a jeszcze inni patrzą, co mówią pozostali. Prawie wszystkim z różnych powodów spieszy się do domu i chcą przebrnąć jak najszybciej przez obowiązujące procedury.

W obronie Kamila Durczoka

Tak zwane głosowanie wstępne przynosi jednak zaskakujący wynik, tj. "tylko" 11:1 za krzesłem. Przysięgły #8 (Henry Fonda) uznał bowiem, że w sprawie występuje zbyt wiele racjonalnych wątpliwości, by na wątłej podstawie skazać kogoś na śmierć. W tym miejscu zaczyna się brutalne "młotkowanie" jedynego prawdziwie niezależnego przysięgłego #8, by zmienił zdanie, zaś życie 18-latka dosłownie wisi na włosku. Po krótkiej szermierce słowno-dowodowej, zmuszony zagrać va banque, przysięgły #8 składa wniosek i godzi się, by w głosowaniu tajnym, bez niego, ustalono werdykt. Jeśli będzie 11:0, chłopiec idzie na krzesło elektryczne, jeśli zaś choć jeden z pozostałych zagłosuje przeciw, przysięgli obradują dalej i starają się nawzajem przekonać. Wynik jest 10:1 i tu zaczyna się trzymający w niezwykłym napięciu film, którego finałem jest... uniewinnienie oskarżonego 18-latka. Staruszek, który udzielił wsparcia przysięgłemu #8, uzasadniając swoją decyzję użył znamiennych słów: "Nie jest łatwo stać samotnie przeciw szyderstwom innych". To święta prawda.

Wracając do Kamila Durczoka. Podobnie jak przysięgły #8 jestem w stanie wyobrazić sobie, że facet jest niewinny, zaś insynuacje, których jest głównym bohaterem, mają inne podłoże. Oczywiście, możliwe jest też, iż Durczok jest winny, ale ja takiej pewności nie mam i dlatego nie dołączę do jawnych oskarżeń. W świecie polityków, dziennikarzy, celebrytów oraz innych karierowiczów różne rzeczy się zdarzają, w tym zemsty czy banalne podkładanie świń. O "jeden most za daleko" poszła też znana kataryna, która wyraziła żal wobec PiS, że partia nie wykorzystała sprawy "molestatora" w celach politycznych. Zawiodłem się na katarynie. Pomysł jest bowiem z gruntu głupi i dobrze, że nikt w PiS na niego nie wpadł. Kto, jak kto, ale Jarosław Kaczyński musi wiedzieć, jak bolą insynuacje.

 

Beem.Deep
O mnie Beem.Deep

1. Nie prowadzę bloga dla trolli, debili i "anonimowych" dziennikarzy oddelegowanych na odcinek. 2. Nie mam czasu na dyskusję z niekumatymi lemingami oraz z osobami, które używają dowolnych argumentów w dowolnej sprawie. 3. Proszę o powstrzymywanie się od ataków personalnych na innych blogerów oraz o merytoryczną dyskusję na główny temat notki.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (133)

Inne tematy w dziale Polityka