O tym, że prezydent Bronisław Komorowski cierpi na wiele deficytów natury intelektualnej bądź grzecznościowej raczej nie trzeba przekonywać. Pomijam oczywiście lemingi, które są w stanie uwierzyć w każdą bajkę, niekoniecznie pochodzącą z "mchu i paproci", ale z Kancelarii Prezydenta na pewno. Tymczasem portale niezalezna.pl oraz wpolityce.pl, lecz także lewicowa SuperStacja, poświęciły kolejne materiały wpadkom PBK. Okazało się np., że nasz prezydent łaził po Poznaniu z rozpiętym rozporkiem.
Moim zdaniem więcej oliwy do ognia w sprawie wpadek dolewają współpracownicy i fani PBK, aniżeli przeciwnicy. Wyciszenie reperkursji wizyty w Japonii leży w interesie obecnego prezydenta, zaś rozpaczliwa obrona temu nie służy. Nie da się bowiem obronić ani "szoguna", ani strzelania fotek niczym na wycieczce turystycznej, ani stawania na "coś", na co PBK nie powinien stawać, ani też jakiegoś "ja pier...ę" w wykonaniu osoby (zapewne polskiego pochodzenia) zdegustowanej całym ciągiem "wyczynów" PBK w japońskim parlamencie. Choć w tym ostatnim przypadku mam lekkie wątpliwości, czy takie zdanie rzeczywiście padło.
Oczywiście pamiętam, z jaką furią atakowano śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jak wyciągano mu różne niezręczności - prawdziwe, jak reklamówka śp. Marii Kaczyńskiej, oraz całkowicie wymaginowane, jak sprawa słynnego szalika na meczu, złośliwie zmanipulowana przez Gazetę Wyborczą.
Mimo wszystko uważam jednak, że kampania powinna zejść na tory merytoryczne, zaś zadaniem wszystkich kandydatów powinna być debata w głównych ośrodkach telewizyjnych w Polsce. Tylko widząc jednego kandydata w sporze argumentacyjnym z innym kandydatem, można wyciągnąć właściwe wnioski wyborcze. Pojedynki zaoczne nie są bowiem miarodajne. Z faktu, że drużyna A wygrała z drużyną B, zaś drużyna B z drużyną C, wcale nie wynika wniosek, że drużyna A na pewno wygra z drużyną C.



Komentarze
Pokaż komentarze (37)