W styczniu br. Adam Michnik stwierdził, że aby przegrać wybory, Bronisław Komorowski musiałby przejechać po pijanemu na pasach zakonnicę w ciąży, w dodatku na czerwonym świetle. Innymi słowy, było to wedle szefa GW niemożliwe. Swoją drogą postawa Michnika jednoznacznie symbolizuje sposób myślenia strategów medialnych z Czerskiej. Stworzyli bowiem Polakom matrix i sami w niego uwierzyli.
Andrzej Duda zrobił coś, co wtedy wydawało się niemożliwe, czyli doścignął i prześcignął urzędującego prezydenta. Antypisowcy twierdzili, że Jarosław Kaczyński wystawił do boju drugi czy nawet trzeci szereg, bo bał się przegranej. Czy dziś to potwierdzają? Bo jeśli trzeci szereg PiS wygrywa z pierwszym garniturem PO, to co będzie, gdy spotkają się pierwsze szeregi obu partii?
Jako wyborca Kukiza dodam jeszcze, że gdzie dwóch się bije, trzeci może skorzystać, zwłaszcza jeśli uosabia nastroje społeczne. Moim zdaniem, gdyby kampania przed I turą potrwała 2 tygodnie dłużej, a Komorowski dalej spontanicznie spotykałby się z przypadkowymi obywatelami, mogłaby mieć miejsce powtórka z 1991 roku, czyli Kukiz wykolegowałby z boju nominata Czerskiej. Swoją drogą byłaby to dla Polaków najuczciwsza sytuacja.
Zatem okazało się, iż bezalternatywny prezydent Komorowski i bezalternatywna Platforma Obywatelska za swoją wieloletnią butę i alienację została ukarana "podwójną alternatywą", nie tylko w postaci PiS, ale i Pawła Kukiza. To już jest niezła wartość dodana, bo społeczeństwo, zwłaszcza jego młodsza część, dostrzegło jakieś światełka w tunelu.
Po blamażu w I turze spontaniczne wyjścia Komorowskiego zastąpiono pełną reżyserką, zarówno na odcinku partyjnym, jak i medialnym. Przykładem jest program Lisa, który w ramach ustawowego obiektywizmu telewizji publicznej zaprosił wyłącznie przeciwników Dudy, lecz także ustawione spotkania z działaczami PO, którzy "spontanicznie" spotykają się z kandydatem występując w roli obiektywnego społeczeństwa, zaś usłużne media publiczne i "zaprzyjaźnione" prywatne tak to pokazują. Jaki będzie ciąg dalszy? Gdyby Duda był lepiej przygotowany do debaty w TVP, w niedzielę mogłoby być nawet 60:40 dla Dudy. Niestety, tę szansę przegapiono, przeto na ten moment wynik jest 53:47, lecz nie wiem, na czyją korzyść. Wszystko jest bowiem możliwe, także 60:40 w obie strony.
Moim zdaniem dużo zależy do debaty w TVN, ale znacznie więcej od Kukiza. Wbrew pozorom Komorowski jest teraz w trudniejszej sytuacji, bo podobno "zmiażdżył" Dudę w TVP, w której to sztab PiS wywalczył organizacyjnie niemal wszystko, co chciał. Ludzie jednak wiedzą, że teraz będzie mecz na boisku przeciwnika, znaczonymi kartami i z jednostronnymi sędziami. W takiej sytuacji wielu stanie po stronie Dawida, nie Goliata. Gorzej będzie, jeśli Kukiz odpuści sobie debatę, bo o tym wspomina, i da jakiejś telewizji swoje pytania. Komorowski jest bowiem groźny sam dla siebie tylko wtedy, gdy musi improwizować, zdany wyłącznie na inteligencję własną, a nie sztabu doradców, którzy wyuczą go wszystkiego na pamięć, oczywiście znając wcześniej pytania.
Tak czy siak społeczeństwo polskie już na ten moment dużo zawdzięcza zwłaszcza Kukizowi, bo to on jest współautorem sukcesu Dudy, odbierając dużą część głosów Komorowskiemu. Duda zaś pokazał, że PiS to nie tylko prezes i jeśli tylko mądrze rozegra czas do wyborów, możliwe są zupełnie inne konfiguracje na scenie politycznej.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)