Beem.Deep Beem.Deep
2157
BLOG

Ile autostrady Polacy zjadają codziennie na obiad?

Beem.Deep Beem.Deep Polityka Obserwuj notkę 7

Nic nie kosztuje więcej niż złe zarządzanie. Oceniając skuteczność gospodarowania należy zawsze brać pod uwagę nie tylko efekty końcowe, lecz także udzielić odpowiedzi na kluczowe pytania: czy w tym samym czasie, w tych samych warunkach, mając do dyspozycji takie same narzędzia i środki, można było uzyskać więcej?

Ile autostrady Polacy zjadają codziennie na obiad?

Każdy ustrój i każdy władca ma jakieś osiągnięcia, którymi chce pochwalić się przed historią. Zresztą całkiem słusznie. Kazimierz Wielki zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną. 20-letnia II RP może pochwalić się m.in. budową COP-u, Gdyni, wielu linii kolejowych, reformą walutową oraz utworzeniem ważnych instytucji i przedsiębiorstw (np. Bank Polski, Bank Gospodarstwa Krajowego, PKP, Państwowe Zakłady Lotnicze, Polska Poczta, Telegraf i Telefon, Zakłady Azotowe w Tarnowie-Mścicach etc. etc.) co – zważywszy na sytuację wewnętrzną Polski po 123-letnim okresie zaborów – było naprawdę wielkim osiągnięciem w niesamowicie krótkim czasie.

Ile autostrady Polacy zjadają codziennie na obiad?

45-letnia PRL też się chwaliła, bo wybudowała miliony mieszkań, ponad 1000 szkół (na Tysiąclecie Państwa Polskiego), drogi, huty, stocznie, elektrownie itd.

Nic więc dziwnego, że 25-letnia III RP również się chwali. Jesteśmy w NATO i UE, mamy Orliki i austostrady. Orliki budzą kontrowersje np. w zakresie finansowania czy niezbyt zdrowych materiałów użytych do budowy, no i żadnej autostrady nie udało się dokończyć, a miały być dwie i to 3 lata temu – na EURO 2012. W dodatku nie ma kasy, która była na nie przeznaczona, a część polskich podwykonawców splajtowała przy ich budowie. To ewenement na skalę ogólnoświatową, lecz co tam. Niech będzie, że to niezaprzeczalne sukcesy III RP.

Ile autostrady Polacy zjadają codziennie na obiad?

Za czasów komuny, gdy ludzie nie mieli co włożyć do garnka, w telewizorni serwowali informacje, że wzrosła np. produkcja stali. Jak gdyby ludzie mogli się tą stalą najeść. Dziś to samo mamy z autostradami. Na pytanie o to, czy poziom życia w Polsce wzrósł, najczęściej słyszę, że Polska się zmienia, bo są np. nowe drogi. OK. To ważna sprawa, ale ludzie do pracy (jeśli ją mają) na ogół nie dojeżdżają autostradami, a obiadów nie gotują na Orlikach. Praca na zmywaku w krajach UE też nie jest szczytem niczyich marzeń.

Do uzasadniania tezy, że Polska rozwija się w dużym tempie służą rządzącym statystyczne dane. Statystyka ma to do siebie, że z jednej strony stanowi zespół świetnych narzędzi analitycznych, lecz z drugiej socjotechnicznych. Zależy kto ją weźmie w ręce. W Polsce dominuje to drugie. Zróbmy sobie przeto krótką analizę m.in. na podstawie oficjalnego raportu GUS pt.: Polska 1989-2014. Rokiem bazowym jest rok 1989, czyli 1989 = 100% (raport GUS str. 56).

W okresie 1989-2013 produkt krajowy brutto podwoił się i na koniec 2013 roku wyniósł ok. 210%. W latach 1989-1992 był mniejszy niż w 1989 roku, zaś w roku 1992 roku osiągnął poziom roku bazowego. Następnie PKB rósł z różną średnioroczną dynamiką, która w latach 1989-2013 wyniosła nieco ponad 3%. Całkiem przyzwoicie, nieprawdaż?

No to popatrzmy teraz na realne wynagrodzenie brutto miesięczne, bo to ludzi interesuje najbardziej (raport GUS str. 32). Przyjmując dalej rok 1989 za bazowy okazuje się, że przez wiele lat byliśmy pod kreską. Dopiero w roku 2003, czyli po 14 latach transformacji, udało nam się zrównać wynagrodzenie realne z rokiem 1989. Na koniec roku 2013 realne wynagrodzenie brutto stanowiło blisko 130% wynagrodzenia z 1989 roku, czyli nastąpił wzrost o 30%. Jaka jest wobec tego średnioroczna dynamika wzrostu płac w latach 1989-2013? Ano, 1%, czyli trzykrotnie niższa niż dynamika wzrostu PKB.

W tym tempie już w roku 2099, a więc jeszcze w XXI wieku, dojdziemy do takiego średniego poziomu płac, jaki był w krajach UE w roku 2013 (źródło). Oczywiście, pozostałe kraje unijne nie będą w tym czasie stały w miejscu. Mamy powody do zadowolenia, nieprawdaż?

Sytuacja jest zatem taka, że rządzący każą nam się cieszyć w III RP ze wzrostu PKB, a ludzie zaglądają do portfela i nie wierzą. Bardzo słusznie, albowiem prawdziwa statystyka związana jest z ich życiem codziennym i w związku z tym mają prawo mieć dysonans poznawczy.

Dla kompletu przyjrzyjmy się jeszcze temu, co działo się z majątkiem śp. Jana Kulczyka w latach 2007-2015. Dlaczego akurat Kulczyk? Bo był najbogatszym Polakiem i – jak twierdzą zgodnie władcy III RP – był symbolem polskiej transformacji (cokolwiek by to słowo znaczyło). A więc do rzeczy (źródło):

2007 – 3,2 mld zł

2008 – 6,7 mld zł

2009 – 5,9 mld zł

2010 – 7,1 mld zł

2011 – 8,5 mld zł

2012 – 9,7 mld zł

2013 – 12,5 mld zł

2014 – 13,1 mld zł

2015 – 15,1 mld zł

Piękne porównanie, nieprawdaż? Uwzględniając inflację, w ciągu 8 lat majątek Kulczyka wzrósł o ponad 380% w stosunku do roku bazowego, czyli 2007. Jaka była średnioroczna dynamika tego wzrostu? Ponad 18%.

Jeśli ktoś nie czuje się dobry w rachunkach, niech wyobrazi sobie, że jeden bank (obywatelski) oferuje oprocentowanie roczne w wysokości 1%, bank rządowy (nie dla obywateli) 3%, zaś banki dla wybrańców oferują im oprocentowanie w wysokości ponad 18%. Można w Polsce żyć? Można! Pod warunkiem wszakże, iż nie jest się przeciętnym obywatelem, bo państwo polskie nie jest dla niego.

Nie dziwcie się przeto, Pierwszy Obywatelu Rzeczpospolitej Prezydencie Bronisławie Komorowski, że ludzie nie kupują już waszych narracji o złotym okresie Polski w ostatnich 25 latach. Dlaczego bowiem Kowalski ma cieszyć się z tego, iż majątek Kulczyka podwaja się co 4 lata, gdy w tym samym czasie pensja Kowalskiego stoi niemal w miejscu. Kowalski nigdy nie zrozumie też, dlaczego kryzys ogłoszony w Polsce przez Donalda Tuska nie dotyczył wszystkich.

Na zakończenie jeszcze dwie drobne uwagi techniczne:

1. Przedstawiona analiza nie pretenduje do miana kompleksowego opracowania naukowego. Nie uwzględnia bowiem korelacji wielu czynników, związanych choćby z demografią i emigracją. Mimo wszystko jest o niebo wiarygodniejsza niż gołosłowne twierdzenia rządzących o „zielonej wyspie”. Dla kogo zielona, dla tego zielona, ale nie dla większości obywateli.

2. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się prawdy o poziomie życia większości społeczeństwa, niech w statystykach odetnie 20% z jednej i drugiej strony, tzn. pominie najbogatszych i najbiedniejszych. Dowie się w ten sposób, jak faktycznie żyje się większości, czyli 60% procent społeczeństwa. Okaże się również, że ta kwalifikowana większość obecny średni poziom unijnego wynagrodzenia osiągnie kilkadziesiąt lat później, czyli gdzieś w połowie XXII wieku. Niezła perspektywa, nieprawdaż?

 

http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/inne-opracowania/inne-opracowania-zbiorcze/polska-19892014,13,1.html

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,18444817,jan-kulczyk-nie-zyje.html

http://wiadomosci.onet.pl/prasa/gorzki-bilans-iii-rp/8mqqm

http://www.polskieradio.pl/42/276/Artykul/1292293,Przecietne-zarobki-w-Polsce-jak-wypadamy-na-tle-innych-krajow-UE

https://pl.wikipedia.org/wiki/Inflacja_w_Polsce

http://www.bankier.pl/gospodarka/wskazniki-makroekonomiczne/inflacja-rdr-pol

 

 

 

Beem.Deep
O mnie Beem.Deep

1. Nie prowadzę bloga dla trolli, debili i "anonimowych" dziennikarzy oddelegowanych na odcinek. 2. Nie mam czasu na dyskusję z niekumatymi lemingami oraz z osobami, które używają dowolnych argumentów w dowolnej sprawie. 3. Proszę o powstrzymywanie się od ataków personalnych na innych blogerów oraz o merytoryczną dyskusję na główny temat notki.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka