Jak zapewne wielu pamięta, Katarzyna Kolenda-Zaleska kiedyś włożyła w usta Jarosława Kaczyńskiego słowa o "prawdziwych Polakach", czym wywołała burzę i wyrazy potępienia wobec prezesa PiS. Gdy pojawiły się nagrania i okazało się, że Kolenda-Zaleska łże w żywe oczy, ta beztrosko oświadczyła, że Kaczyński rzeczywiście tego nie powiedział, ale na pewno tak pomyślał. W tym momencie powinna skończyć się jej kariera na pierwszoligowym froncie dziennikarskim i przejście co najwyżej do działu "Brudne chodniki". Ale nie w III RP.
Trudno się przeto dziwić, że K. Kolenda-Zaleska po raz kolejny sięga po prymitywne manipulacje. Tym razem zauważyła, że po zaprzysiężeniu Andrzeja Dudy zmieniło się otoczenie Pałacu Prezydenckiego, albowiem pojawił się słynny krzyż smoleński (od 50').
Kłamstwa pani Kasi z III RP mają naprawdę krótkie nóżki. Szybko tym razem zareagował Paweł Majewski z Rzeczpospolitej, który przytomnie zauważył, że krzyż smoleński pojawia się tam codziennie od lat. Dlaczego Kolenda-Zaleska kłamie w tak prymitywny sposób? To proste. Lemingi muszą dostać pokarm, a jest nim straszenie Smoleńskiem i Kościołem. Poza tym pani Kasia wie, że lemingi niczego samodzielnie nie sprawdzają (z bardzo prostego powodu), tylko łykają GW, TVN i inne Newsweeki niczym młode pelikany marmoladę.

Wczoraj Andrzej Morozowski, kolega Kolendy-Zaleskiej z TVN, przy okazji dyskusji o buczeniu oznajmił, iż właśnie dowiedział się od prezydenta Dudy, że w Polsce w ogóle są niedożywione dzieci (autentyk!). Ba! Nawet próbował uzasadniać, że buczenie posłów PO było co nieco uzasadnione, bo o jakich to głodujących dzieciach smęcił prezydent Duda?! W swoim programie dziwił się i nie dowierzał także danym GUS-u. Oto prawdziwy obraz dziennikarstwa w Polsce. Z tym naprawdę coś trzeba zrobić!


Komentarze
Pokaż komentarze (4)