Zarówno wczorajszą, jak i dzisiejszą debatę przerżnęli dziennikarze. Po raz kolejny media pokazały się od jak najgorszej strony. Wczoraj żaden z dziennikarzy nie miał odwagi zwrócić premier Ewie Kopacz uwagi, że nie przestrzega ustalonych reguł i notorycznie przerywa swojej konkurentce. Dzisiaj dziennikarze okazali się ludźmi niedojrzałymi, zarówno pod względem kompetencji, jak i profesjonalizmu.

Jarosław Gugała wygłaszał jak zwykle swoje tyrady. Ewidentnie prezentował własne poglądy i żądał, by liderzy się doń ustosunkowali. Ale i tak - mimo mizerii - wypadł najlepiej. Nijaką panienkę z TVP skasował (słusznie) Paweł Kukiz, zaś Grzegorz Kajdanowicz tradycyjnie robił za funkcjonariusza medialnego, nie zaś za dziennikarza, albowiem jedynie to potrafi.
Debata pokazała, że jej dotychczasowa forma nie ma sensu. Ludzie w Polsce oczekują profesjonalizmu, jak grzyby deszczu. Nie doczekali się. Gdyby różne Gugały czuły misję społeczną, czyli to, że nie występują w imieniu własnym, lecz reprezentują społeczeństwo, wtedy różni Kajdanowicze nie mieliby wyboru. Rozdźwięk między zwykłymi obywatelami, a tymi przykładowymi dziennikarzami jest tak wielki, że po wyborach trzeba się poważnie zastanowić nad istotą tego zawodu w Polsce.
Moim zdaniem debaty nikt wyraźnie nie wygrał. Autentyczny był Kukiz i Korwin-Mikke, co było łatwe do przewidzenia oraz niejaki Zandberg, którego widziałem pierwszy raz. Jego poglądów raczej nie podzielam, ale mówił ciekawie i z sensem. Moim zdaniem przegranymi są natomiast Petru i Piechociński. Po prostu jedno wielkie ble ble ble. Jak gdybym słyszał Balcerowicza Leszka na zmianę z Pawlakiem Waldemarem. Reszta uczestników nie zmieniła dotychczasowego stanu posiadania.


Komentarze
Pokaż komentarze (48)