Jarosław Kaczyński przyzwyczaił mnie trochę do tego, że jego niektóre myśli sprawdzają się dopiero po długim czasie, mimo że w danej chwili wydają się kontrowersyjne. Tak było na przykład wtedy, gdy prezes PiS mówił o "kondominium". Gdy opadła wrzawa, po kilku latach okazało się, że Polska rozrywana jest powoli przez wpływy niemieckie i rosyjskie, przy czym projekt Nord Stream to akurat najmniejsza sprawa. Dziś, oprócz fanatycznych wyznawców III RP, w zasadzie nikt tego nie kwestionuje. Oczywiście dyskusyjna jest skala problemu, każdy chce go bowiem widzieć inaczej, ale sam problem istnieje.

Spoglądając dzisiaj na Jarosława Kaczyńskiego, siedzącego w ławach sejmowych, zastanawiałem się, w co tym razem zagrał ten polityk ekstraklasy. Oczywiście nie znam dokładnej odpowiedzi na to pytanie, lecz jeśli jego celem było pokazanie patologii III RP od samej góry, czyli od Trybunału Konstytucyjnego, nieformalnej i przez nikogo nie kontrolowanej trzeciej izby parlamentu, to numer ten wyszedł mu znakomicie.
Ludzi najlepiej poznaje się w sytuacjach ekstremalnych. Nerwy i emocje wyzwalają bowiem skrywane normalnie cechy charakterów. Po ostatniej akcji z Trybunałem niewielu inteligentnych i samodzielnie myślących rodaków będzie widziało w sędziach TK, a zwłaszcza w prezesie Andrzeju Rzeplińskim, niemal półbogów. TK będzie teraz postrzegany jako organ prawno-polityczny, który zawłaszczał sobie coraz to większe obszary, w żaden sposób doń nie należące.
Ciekawe, co powiedziałby dziś prof. Marek Safjan, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, w sprawie postanowienia o "zabezpieczeniu powództwa" autorstwa m.in. prof. Andrzeja Rzeplińskiego, czyli zakazania Sejmowi podejmowania działań? Prof. Marek Safjan w 2006 roku przewodniczył bowiem składowi TK, który orzekł, iż takie działanie TK byłoby ze względów oczywistych (sic!) prawnie niedopuszczalne.
Argumentacja użyta w uzasadnieniu cyt. postanowienia z 2006 roku jest zgodna z prawem oraz logiczna i spójna z całym systemem prawnym. Natomiast postanowienie TK z dnia 30 listopada 2015 r. nie dość, że jest sprzeczne z poprzednimi orzeczeniami TK w sprawie identycznych wniosków, to jeszcze nie ma oparcia w obowiązujących normach prawnych. Ba! Ewidentnie narusza zasadę trójpodziału władzy, która ponoć jest oczkiem w głowie TK oraz polityków Platformy, albowiem TK wykorzystany został do bieżącej walki politycznej. Nota bene pojawiłby się niebezpieczny precedens, albowiem od tej pory TK mógłby bowiem coraz bardziej ingerować (na wniosek grupy posłów) w aktualne prace Sejmu.
Słusznie przeto dziś Jarosław Kaczyński podsumował olbrzymią hipokryzję sędziów TK i posłów PO słowami: Jak my chcemy coś mieć, to jest dyktatura. Jak oni mają wszystko, to jest demokracja.
PS. Jest jeszcze jeden element majstersztyku Kaczyńskiego, a mianowicie kwestia tzw. autorytetów prawniczych. Dziś gościem "Zadania specjalnego" Anity Gargas był m.in. prof. Andrzej Zoll, który jednoznacznie przyznał, iż wybieranie sędziów "na zapas" było niekonstytucyjne. Na pytanie, dlaczego zatem nie mówił o "zamachu na demokrację" w czerwcu, gdy PO wprowadzała te niekorzystne zmiany przy protestach PiS, prof. Zoll odpowiedział beztrosko, iż... nie zauważył tego. Szkoda, że Anita Gargas nie dopytała go, jak to możliwe, skoro niedawno przyznał się do współautorstwa tejże ustawy.


Komentarze
Pokaż komentarze (56)