PiS oskarżany jest o zamach na media publiczne. To bardzo ciekawe, bo właśnie przed chwilą obejrzałem program na TVP Info pt.: "Minęła dwudziesta". Wzięło w nim udział po jednym polityku: PiS, PO, .Nowoczesna, PSL i Kukiz '15. Prowadzący mniej więcej równo obdzielał czasem wszystkich. Powiedzmy, że każdy otrzymał po 15 minut. Jakie mamy proporcje? Ano, politycy partii opozycyjnych mieli równo 60 minut na atakowanie partii rządzącej, zaś polityk PiS miał jedynie 15 minut na odpieranie zarzutów. Gdzie tu ktoś widzi równowagę? No i najważniejsze pytanie, kto ma czelność twierdzić, że nastąpił zamach na media?
Jedno, co się zmieniło, to stosunek prowadzącego do polityków w studiu. Gdy podobne audycje prowadziła Karolina Lewicka, to PiS miał dodatkowego przeciwnika w postaci dziennikarza zadającego pytania, a właściwie młotkującego polityków w taki sposób, by dziennikarska teza, zbieżna z interesami rządzących, znalazła się na wierzchu. Teraz widzę jakościową zmianę, albowiem dziennikarz prowadzący nie jest napastliwy i nie faworyzuje żadnego polityka, a przynajmniej stwarza takie pozory.
Druga zmiana, którą da się zauważyć w mediach publicznych, to bardziej zrównoważony dobór dziennikarzy. Nie ma tak, jak kiedyś, gdy w studiu rozsiadali się np.: Dominika Wielowieyska, Jacek Żakowski oraz Andrzej Stankiewicz, czyli dwójka ewidentnie lewicowych i jeden centrowy, no i dyskutowali o społeczeństwie. To miał być pluralizm? To miało być odzwierciedlenie naturalnych podziałów ideologicznych wśród obywateli?
Nie trzeba być geniuszem, by zauważyć, iż klinicznym przykładem jednostronnego przegięcia jest program Tomasza Lisa w TVP2, który w dodatku bezczelnie mawiał mniej więcej tak: "Oczywiście staraliśmy się zaprosić dziennikarza prawicowego, ale nie przyjął zaproszenia". Ani słowem nie zająknął się, jakiego dziennikarza niby zapraszał - z imienia i nazwiska. W ten sposób nawet nie można było zweryfikować, czy faktycznie zapraszał jakiegokolwiek dziennikarza prawicowego.
Nadal czekam na jakiś pomysł Jacka Kurskiego, by rządząca partia, mająca większość w Sejmie i Senacie, otrzymywała przynajmniej 30-40% czasu na odpieranie ataków polityków opozycji w trakcie programów publicystycznych. Wszak prywatne media mainstreamowe i tak mają linie programowe zbliżone do poglądów polityków opozycji, przeto nie ma szans na zrównoważony przekaz w Polsce, więc niech media publiczne chociaż trochę to skompensują.


Komentarze
Pokaż komentarze (54)