Beem.Deep Beem.Deep
2929
BLOG

Rację ma Komisja Wenecka i... PiS

Beem.Deep Beem.Deep Polityka Obserwuj notkę 86

Zakończył się pewien etap sporu o polski Trybunał Konstytucyjny. Tylko naiwni mogą uważać, że jest to spór czysto prawny. Tak naprawdę idzie o wielkie wpływy, wielkie interesy i wielkie pieniądze. Tę notkę poświęcam jednak li tylko jednemu aspektowi.

Kilka dni temu analizowałem kwestię wycieku projektu orzeczenia TK w sprawie grudniowej noweli autorstwa PiS, która być może powinna doprowadzić do unieważnienia postępowania. Zasygnalizowałem w niej, iż w sądach powszechnych naprawa wadliwego orzeczenia jest stosunkowo łatwa. Po prostu sąd nadrzędny uchyla wyrok z powodu nieważności postępowania (art. 379 k.p.c.) i bez badania merytorycznego kieruje sprawę do ponownego rozpoznania.

TK działa również w oparciu o k.p.c. (np. w kwestii zabezpieczenia, ale nie tylko). W związku z tym przywołanie obowiązujących zasad prawa cywilnego procesowego jest uzasadnione. Przeto w mojej ocenie rację ma Komisja Wenecka i polscy prawnicy, którzy nie mają wątpliwości, że odbyła się rozprawa TK i na której zapadł wyrok. Medal ma jednak drugą, tak samo ważną stronę, a mianowicie rację ma PiS twierdząc, że TK podejmował decyzje procesowe w składzie sprzecznym z obowiązującym prawem, przez co - jak wynika z art. 379 pkt 4 k.p.c. - zachodzi nieważność postępowania, a tym samym wszelkie decyzje TK podjęte w tym składzie są z definicji nieważne. Powoływanie się przez TK bezpośrednio na Konstytucję RP jest jeszcze gorsze, bo w świetle przepisów ustawy w skład musi wchodzić co najmniej 13 sędziów, zaś zgodnie z ustawą zasadniczą musiałoby być ich 15.

Przy okazji chciałbym rozprawić się z durnym argumentem, podnoszonym zarówno przez polityków, jak i "autorytety" prawnicze, jakoby pismo procesowe ministra sprawiedliwości - prokuratora generalnego w sprawie przełożenia rozprawy o 2 tygodnie stanowiło potwierdzenie, iż rząd oficjalnie uznał skład TK za prawidłowy. W każdej bowiem sprawie, wysyłyjąc np. pismo do sądu, strona nie może z góry zakładać, że skład sądu będzie sprzeczny z przepisami prawa. Taka okoliczność ujawnia się na rozprawie albo - najczęściej w sądach powszechnych - dopiero po rozprawie, gdy na jaw wychodzą nieznane informacje. Nie mają tu nic do rzeczy spekulacje polityków, sugestie medialne, wywiady prezesa TK etc. Niemal do ostatniej chwili prezes TK mógł bowiem zarządzić, że w rozprawie uczestniczy 13, 14 lub 15 sędziów TK i w ten sposób pięknie wytrącić rządzącym kluczowy argument.

Wracając do głównego wątku. W sądach powszechnych obowiązuje dwuinstancyjność postępowania. Dzięki temu istnieje możliwość skorygowania kardynalnego błędu sądu niższej instancji, który czyni całe postępowanie nieważnym. W sprawie TK mamy jednak sytuację patową. Z jednej strony bowiem TK wydał wyrok, który dotknięty jest przymiotem nieważności, z drugiej w Polsce nie ma organu, którym mógłby to stwierdzić. Oczywiście, w przyszłości można i należy to skorygować. Nie jest to specjalnie trudne, lecz w tym stadium sporu jest niewykonalne. Rząd ma więc poważny dylemat. Z jednej strony bowiem był to wyrok TK i rząd ma prawny obowiązek publikacji, zaś z drugiej publikowanie wyroku nieważnego z mocy samego prawa mija się z celem. Przy czym nie jest to nieważność przypadkowa, lecz celowa. Prezes TK doskonale bowiem wiedział, jak wygląda obowiązujące w tej materii prawo. Gdyby tylko pominięto tzw. kolejność spraw, TK byłoby łatwo usprawiedliwić, ale nie w sprawie składu, albowiem jest to kardynalna zasada prawna.

Tam, gdzie kończy się prawo, musi wejść polityka. Na razie wyrok może nie być publikowany, ale z inicjatywy prezydenta powinno moim zdaniem szybko dojść do spotkania na linii TK, parlament i rząd. Nie wiem, czy przyniesie to efekty, ale nie wolno mu tego zaniechać. Jeśli udałoby się uzgodnić sposób uzdrowienia sytuacji, wówczas można sobie wyobrazić wznowienie zakończonego postępowania we właściwym składzie i ponowne wydanie wyroku, który tym razem musiałby być opublikowany. Oczywiście, istnieją też inne możliwości, włącznie z okopaniem się na aktualnych pozycjach, ale jest to droga donikąd. Nikt nie będzie wygrany, a zaostrzenie sporu może w końcu doprowadzić do rozlewu krwi. Gdyby do tego doszło, wszystkie strony sporu będą za to odpowiedzialne. Cóż, czas płynie...

Beem.Deep
O mnie Beem.Deep

1. Nie prowadzę bloga dla trolli, debili i "anonimowych" dziennikarzy oddelegowanych na odcinek. 2. Nie mam czasu na dyskusję z niekumatymi lemingami oraz z osobami, które używają dowolnych argumentów w dowolnej sprawie. 3. Proszę o powstrzymywanie się od ataków personalnych na innych blogerów oraz o merytoryczną dyskusję na główny temat notki.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (86)

Inne tematy w dziale Polityka