Takie mrożące angielskie słowa usłyszałem na jakimś kanale telewizyjnym, a wypowiedział je całkowicie zrezygnowany Belg, mający na oko 35 lat. Mężczyzna nie miał złudzeń ani nadziei, że państwu belgijskiemu uda się wygrać z terrorystami.
Po zastanowieniu doszedłem do wniosku, iż Belg idealnie uzewnętrznił stan ducha zachodniego społeczeństwa. Lata polityki multi-kulti, przysłowiowej ciepłej wody w kranie i serwowanych przez eurokratów problemów zastępczych (typu krzywizna banana bądź wysokości płomienia świecy) zrobiły swoje. Mężczyzn w kwiecie wieku przerobiono na mameje, nie tylko niezdolne do obrony ojczyzny, ale nie mające najmniejszego pomysłu na przetrwanie. Właśnie tak - przetrwanie, albowiem Europa czy ma tego świadomość czy nie ma, weszła w fazę walki o przetrwanie.
Nie róbmy polityki, nabijajmy się z tradycji i religii, kwestionujmy patriotyzm i odwieczne prawa natury, oddajmy większość praw w ręce mniejszości i pod żadnym pozorem nie mówmy wprost o naszych wrogach, bo tego wymaga poprawność. Nie używajmy nawet słów: murzyn czy arab, bo to sprawia przykrość naszym gościom. Tak wygląda współczesna Europa, czyli żyjemy w mule, poniżej którego jest tylko dno. Wbrew pozorom Belg ma sporo racji, albowiem na dominujące w Europie lewactwo nie ma co liczyć. Będą wymyślać kolejne apele, marsze i dyrektywy. Na terrorystach największe wrażenie zapewne robi pisanie w Brukseli kredą po chodnikach, przynajmniej w mniemaniu tamtejszych urzędników.
Tak się szczęśliwie złożyło, że mieszkam w Polsce, wśród ludzi, którym naprawdę (a nie tylko werbalnie) nie jest wszystko jedno. Owszem, u nas również nie brakuje różnego rodzaju lewackich europejczyków, ale od dziś mogę ze spokojem powiedzieć na złość zarówno im, jak i królowi Europy, że polskość to normalność, zaś europejskość wręcz przeciwnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (62)