Cyklicznie pojawiają się w mainstreamowych mediach III RP informacje o tym, że jakiś człowiek (grupa ludzi, partia itp.) składa do prokuratury zawiadomienie o przestępstwie popełnionym jakoby przez Jarosława Kaczyńskiego z powodu jakiejś jego wypowiedzi.
Media, które codziennie odmieniają przez wszystkie przypadki wyrażenie "wolność słowa", z lubością (zwłaszcza TVN) wałkują w wypowiedzi poszczególne kropki i przecinki, zapraszają ekspertów, analizują grożący szefowi PiS wyrok, wysokość potencjalnych kar finansowych etc. etc. Potem temat jest wygaszany, zaś niezorientowani z wypiekami na twarzy wyczekują procesu sądowego, do którego nigdy nie dochodzi. Nie wiedzą jednak, że nigdy nie mogło do niego dojść, zaś mainstreamowe media III RP dobrze o tym wiedziały.

Kto dziś pamięta osobę Krzysztofa Bularza? A był to - wedle mainstreamowych mediów III RP- nadzwyczaj odważny członek obwodowej komisji wyborczej w Działoszynie, który skierował do prokuratury zawiadomienie o przestępstwie popełnionym rzekomo przez Jarosława Kaczyńskiego po wyborach samorządowych w 2014 roku, gdy prezes PiS mówił o sfałszowanych głosowaniach. Krzysztof Bularz poszedł nawet dalej, bo pozwał Jarosława Kaczyńskiego w trybie cywilnym, czyli o ochronę dóbr osobistych. Dzięki temu Bularz stał się kilkudniowym "bohaterem" m.in. mediów czerskich i wiertniczych. Oczywiście, nic dalej nie wydarzyło się. Prokuratura nie dopatrzyła się w wypowiedziach Jarosława Kaczyńskiego najmniejszych znamion przestępstwa, zaś sąd okręgowy nie miał co rozpoznawać, bo Krzysztof Bularz... nigdy nie uiścił wpisu sądowego. No, ale co postępowe media III RP naspekulowały na temat długości kary więzienia dla Jarosława Kaczyńskiego, tego nikt im nie odbierze.
Przypomnijmy również pozew zbiorowy ponad 3 tysięcy osób przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu, o którym radośnie donosił portal Tomasza Lisa. Osoby te poczuły się obrażone słowami prezesa PiS o najgorszym sorcie Polaków, którzy w genach mają donosicielstwo. Oczywiście, do żadnego procesu nie doszło. Dodatkowo osoby te skompromitowały się doszczętnie, albowiem w sądzie musiałyby odpowiedzieć na podstawowe pytanie, czy są donosicielami. Tylko w takiej sytuacji słowa szefa PiS mogły ich w pewnej mierze dotyczyć osobiście i tylko wtedy mogłyby domagać się sądowej ochrony. Lisi portal, propagując pozew, nie uprzedził ich o tym niemiłym doświadczeniu pewnie dlatego, iż wiedział o lipie z tym pozwem.
Co ciekawe, w takich sytuacjach żaden ekspert czerski bądź wiertniczy nie wspomina o tym, że zawiadomienie przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu od strony prawnej nie ma szans. Ze zmarszczonymi brwiami profesorowie prawa lub inni adwokaci perorują czysto teoretycznie o winie i karze, doskonale wiedząc, że jest to tylko medialny dym. Ci sami eksperci wezwani do studia TVN lub innego medium w sprawie przeciwko jakiejś ikonie III RP nagle przypominają sobie, że obowiązuje zasada domniemania niewinności, że muszą istnieć pewne znamiona czynu zabronionego i niezbite dowody, że kwalifikacja prawna czynu nie może budzić wątpliwości, że ostateczną decyzję podejmuje sąd itd. itp. Nota bene ci sami ludzie pełną gębą rozprawiają w tym samych studiach o wolności słowa oraz gorąco przekonują, że nie wolno zamykać nikomu ust, nawet jeśli ten ktoś się myli.
Dziś mamy entą powtórkę z rozrywki. Partia .Nowoczesna złożyła w prokuraturze wniosek o ściganie Jarosława Kaczyńskiego, przypisując mu cechy uzurpatora oraz to, że śmiał publicznie wyrazić swój pogląd, iż wyroki Trybunału Konstytucyjnego nie powinny być publikowane z powodu istotnej wadliwości. Przypisali mu wręcz "sprawstwo kierownicze" (jak twórcom stanu wojennego) i oczekują postawienia Jarosława Kaczyńskiego przed sądem oraz uwięzienia go na długie lata.
Warto przeto wiedzieć, że polska procedura zawiera przepis art. 307 §1 k.p.k., na mocy którego prokurator ma 30 dni na decyzję o wszczęciu bądź odmowie wszczęcia postępowania przygotowawczego. Czerskie i wiertnicze media wiedzą o tym doskonale. Pobawią się zatem sprawą Jarosława Kaczyńskiego jak zwykle przez kilka dni, a potem odpuszczą, wiedząc, iż nic z tego nie wyjdzie. Wcześniej, jak na przykład w 2014 roku, wstydliwe przemilczały finał sprawy, czyli odmowę wszczęcia postępowania. Teraz zaś, w czasach rządu PiS, można przypuszczać, iż będą ciągnęły temat wykorzystując fakt, że prokuratorem generalnym jest Zbigniew Ziobro. Idę o zakład, iż pojawią się niedwuznaczne insynuacje, łączące fakt odmowy wszczęcia postępowania z osobą ministra sprawiedliwości. Nikt przy tym nie będzie zastanawiał się, dlaczego wcześniej, także przed 2010 rokiem, gdy minister sprawiedliwości był jednocześnie prokuratorem generalnym, żaden z wniosków o ściganie Jarosława Kaczyńskiego nie został wdrożony.
http://natemat.pl/165357,polacy-najgorszego-sortu-maja-dosc-i-pozywaja-jaroslawa-kaczynskiego
http://natemat.pl/125421,kaczynski-pozwany-czlonek-komisji-z-dzialoszyna-nie-czuje-sie-falszerzem


Komentarze
Pokaż komentarze (61)