Lech Wałęsa zadeklarował w Opolu, iż jest w stanie rozwalić "ich" (czyli rząd PiS) w ciągu 10 dni. To i tak o cztery dni za długo, jeśli przypomnieć sobie najlepszy chyba mem internetowy, podkreślający nadzwyczajną wręcz skromność byłego prezydenta.

Skąd bierze się bardzo duża aktywność Lecha Wałęsy? Odpowiedź wydaje się banalna. Otóż, niczym miecz Damoklesa wisi nad nim analiza grafologiczna przypisywanych mu donosów, które przechowywał w domu gen. Czesław Kiszczak. Oczywiście, Wałęsa wszystkiemu zaprzecza i żąda, by po wsze czasy uznać wyrok sądu lustracyjnego z 2000 roku. Niestety (dla niego), nie da się, albowiem w 2000 roku nie były znane dokumenty z szafy Kiszczaka, a to diametralnie zmienia postać rzeczy. W związku z tym Wałęsa kluczy i mataczy, żądając, by uznać jego niebolkowatość wyłącznie na wiarę.
Ostatnio Lech Wałęsa otrzymał prostą szansę na potwierdzenie swoich słów. Wystarczyło bowiem, by przekazał biegłym próbki swojego pisma do analizy grafologicznej. Jak donosi Onet.pl, Wałęsa jednak odmówił. Zabawne jest przy tym tłumaczenie eksprezydenta, reprezentowanego przez mec. Jana Widackiego, który twierdzi, że byłoby to... upokarzające dla Lecha Wałęsy.
No cóż, nie wszystkie kwity udało się zniszczyć w Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy po wypożyczeniu akt od Andrzeja Milczanowskiego, przeto zachowanie głównego bohatera jest nawet racjonalne, czyli nie ułatwiać zadania dojścia do prawdy. Zawsze znajdą się bowiem obrońcy Lecha Wałęsy, którzy mają interes w stawianiu tezy, iż został wrobiony. Na mój nos nie da się jednak ciągnąć tego w nieskończoność i prawda wyjdzie na jaw jeszcze przed jego spotkaniem ze Stwórcą.
http://telewizjarepublika.pl/walesa-jestem-ich-w-stanie-rozwalic-w-ciagu-10-dni,41110.html
http://stowarzyszenierkw.org/uploads/pliki/4854210572223551174.pdf


Komentarze
Pokaż komentarze (35)