Reakcje kilku hierarchów Kościoła Katolickiego poniedziałkowym rankiem powyborczym nie pozostawiły nikomu, kto miał jakieś wątpliwości, żadnych złudzeń. Kościelni POlitykierzy, bo tak ich trzeba teraz nazywać - z nieudawaną radością przyjęli demokratyczny werdykt rodaków. Powodem nie była ani duża frekwencja, ani nawet zdecydowane zwycięstwo Platformy Obywatelskiej. To oczywiście też, ale najwyższe uniesienie wywołał fakt, który wyraźnie sformułował Marek Barański z "Trybuny": Odsunęliśmy PiS od władzy. Książeta w czerni tak nie powiedzieli, ale tak pomyśleli i w ten sposób stanęli ramię w ramię z towarzyszami idei robotniczo-chłopskiej.
O to szła cała gra. Odsunąć nieważne z kim, ważne, by jak najszybciej. Kilka komentarzy:
abp Tadeusz Gocłowski: To, co przeżywaliśmy przez ostatnie dwa lata, to ogromna strata czasu.
bp Tadeusz Pieronek: Myślę, że można po tej chmurze spodziewać się znów słońca. I tego wszystkim życzę, żeby się nam żyło w Polsce dobrze, bez strachu, bez niepewności, bez konieczności wyjazdów za granicę.
abp Kazimierz Nycz zadeklarował, że życzyłby sobie kontynuacji tego, co dzieje się w Polsce po roku 1989. -Zależałoby mi na tym, żeby była to kontynuacja kreatywna, twórcza w stosunku do każdego poprzedniego rządu, i niczego więcej. Prymas Józef Glemp: - Po wyborach będzie lepiej, wskazuje na to pewna ewolucja, jaka się odbywa w polskim społeczeństwie. Dla mnie wybór nie był trudny.Ci sami hierarchowie od lat wmawiają społeczeństwu, że Kościół w Polsce jest jednością. Nie jest, niestety. Nie tylko dlatego, że zarówno kościół łagiewnicki, jak i toruński niewiele sobie z tego podziału robią, ale dlatego, że nie próbują ze sobą rozmawiać, że grają w oddzielnych drużynach i przebijają śmierdzące jajeczko to na jedną, to na druga stronę.Werdykt wyborczy - tak chętnie i szybko pochwalony przez purpuratów - jest tego najświeższym dowodem. To dlatego Donald Tusk szybciutko pojechał bić czołem przed swoimi gdańskimi patronami: abp. Gocłowskim i prezydentem Wałęsą.Przypomnę, że Lech Wałęsa - polityk, którego poparcie oscyluje na poziomie 2-3% /czyli błędu statystycznego/, ostro dowalał PiSuarom przez całe dwa lata ich rządów, chociażby w felietonach WP. Ostatnio wydał nawet książkę. Ciekawe, kto mu to wszystko pisze, bo chyba nawet niedobitki fanów nie uwierzą w Wałęsę-publicystę i Wałęsę-pisarza. Bez jaj, panowie.Abp Gocłowski zaś dwa lata temu osobiście udzielił państwu Tuskom ślubu w bazylice gdańskiej, bo ci sobie nagle przypomnieli, że żyją w kraju, w którym ludziom chce się jeszcze chodzić co niedziela na mszę świętą. Taki, cholera, ciemny lud, panie... Lud tego wówczas nie kupił, bo takie okoliczności sakramentu, jaka wiara - chciałoby się rzec. Nawet Nelly Rokita, której nie posądzam o subtelne poczucie humoru, skwitowała tę kościelną hucpę ironicznym słówkiem. Jak było nie jechać do matecznika? Donaldinio meldunek złożyć musiał, ot co.Wtedy lud nie kupił. Teraz też nie. Kupił ktoś inny. Zastanawiam się, w jakim stopniu PO będzie zabiegać o poparcie Kościoła. Może to potrwać dłuższą chwilę, a może potrwać "chwilkę tylko". Zależy od zmiennych nastrojów młodego wyborczego narybku - "kupców", znaczy się - który się obudził i pomaszerował karnym krokiem do urn. To oni są teraz najważniejsi, a Partia Oświeconych jest po części ich zakładnikiem. Jakie priorytety wybierze kompania Tuska? Jeśli młodzi pójdą ręka w rękę z Kościołem /albo odwrotnie/, będzie status guo. Ale jeśli "teraźniejszość narodu" zacznie kręcić nosami, słysząc z ambon pouczenia o obowiązku małżeńskim, odpowiedzialności za rodzinę, aborcji jako grzechu i odwróci się, patrząc na PO i pytając: Idziecie z nami czy z "czarnymi"?Jeśli dojdzie do drugiego wariantu, byłaby to najcięższa kara dla "książąt w sutannach" za to, że z pogardą patrzą na świat maluczkich i że w salonach zamykają okna, by nie czuć nieprzyjemnych zapaszków zwykłego codziennego żywota naszego powszedniego.Kawior i światła sceny to jeszcze nie wszystko, eminencjo!


Komentarze
Pokaż komentarze (15)