W odpowiedzi na post Pana Terlikowskiego „Ojcostwo księdza”.
napisał Pan m.in. " Jest raczej gówniarzem, który nie potrafi i nie chce brać odpowiedzialności za swoje czyny. I podobnie trzeba ocenić księdza, który nie chce być ojcem dla swojego dziecka."
Owszem jest "gówniarzem", jest "niedojrzałym chłopaczkiem" jednak czy to go pozbawia w każdym takim przypadku sakramentu kapłaństwa ?
Czy to "gówniarstwo" choć okrutnie bolesne dla każdego - mam tutaj na myśli : kapłana, kobietę i dziecko - nie jest, jedyną droga do osiągnięcia pierwszego kroku na drodze do odzyskania chrześcijańskiej dojrzałości. Okaleczonej , ale jednak dojrzałości .
Skoro już "mleko zostało rozlane" raczej starałbym się takiego kapłana bronić przed ostracyzmem "bezgrzesznych" i bronić jego czci kapłańskiej (rozumiem ,że mogę teraz Pana szokować).
Raczej zadałbym kilka konkretnych pytań o opiekę duchową i rozwój kandydata do kapłaństwa w czasie jego 6-letnich studiów.
Jaka jest kondycja seminariów do zmierzenia się z dzisiejszymi zagrożeniami - wobec kandydatów i samych kapłanów. Jakie jest przygotowanie do sprawowania opieki duchowej nad powierzonymi sobie młodymi ludźmi, którzy przyszli z "ulicy" reprezentującej dzisiaj spektrum wszystkiego co dozwolone i rozkoszne w dzisiejszym świecie. W jaki sposób i jakimi metodami pedagogicznymi profesorowie wyższych uczelni teologicznych konfrontują studenta seminarium z wymogami współczesnego "pola bitwy o rząd dusz" ?
Czyż tutaj nie mamy sobie nic do zarzucenia ?
Rozstrzyga Pan przypadek konkretnego kapłana i jestem głęboko przekonany ,że sam fakt grzechu "upublicznionego" jest dla niego wielką pokutą. Dokłada Pan tym postem jak batem po plecach....uważam, że idzie Pan w swoich wnioskach zbyt daleko. Papieżowi w swoich intencjach chodziło raczej o odsunięcie od posługi na czas wychowania ,co zakłada pewną tymczasowość takiego stanu rzeczy. Kapłanem jest się "na wieki" .Odsunięcie od posługi i nakazywanie wychowania tak jak to zaleca procedura jest w swojej istocie bardzo ludzkim sposobem - daje bowiem szansę każdemu :
Dziecku - aby miało ojca.
Matce aby miało opiekuna.
Ojcu - aby poznał smak ojcostwa i go chociaż "w części odkupił".
Zastanowiłbym się raczej nad przyczynami a nie skutkami grzechu kapłana. Nie jestem skory do rzucania kamieniem nawet wtedy kiedy sprawa jest tak oczywista, jak Pan ją przedstawił.
Pisze Pan : "...kto odmawia wzięcia odpowiedzialności za swoje decyzje i za ludzi, którzy powstali wskutek jego działań, może brać odpowiedzialność za życie wieczne świeckich ?"
Proszę wybaczyć, ale nie wszystko zależy od kapłanów. Oni nam pomagają w pielgrzymce do kresu , jednak nie ciągną nikogo za uszy. Po drodze często sami upadają, a my im przy tym dokładamy. Stąd pytanie o świeckich. Jakie ? A chociażby pierwsze z brzegu. Czy modlisz się za swojego proboszcza ? Czy modlisz się za swojego wikarego ? Modlisz się ??
Chrystus raczej zachęcał , nie zmuszał : "jeśli chcesz" -mówił. Był bardzo wymagający , ale jednocześnie łagodny i miłosierny. Dlatego wszystkim moim braciom kapłanom , ja świecki - mówię, przebaczam Wam wasze winy…
Tak , bronię kapłana "gówniarza" , bronię go jako człowieka, nie jego grzechu.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)