Zainspirował mnie ostatnio tekst dot. „polityki historycznej” autorstwa Dariusza Gawina pt. „Polityka historyczna i demokratyczne państwo”. Tekst został wygłoszony na seminarium w Lucieniu 23 czerwca 2005 r.
Z wieloma tezami Pana Gawina się zgadzam, chociażby z taką, że w okresie III RP odsuwana była na dalszy plan - przez część elity intelektualnej – chęć rzetelnej oceny wielu wydarzeń historycznych m.in. stanu wojennego. Często tematy z historii najnowszej poddawano w III RP swoistemu ostracyzmowi, zaliczając je do „tematów zastępczych”. Niektóre tematy historyczne -tak sądzono- mogły doprowadzić w społeczeństwie do niepotrzebnych podziałów. Pamiętamy jak to Prezydent Aleksander Kwaśniewski, często w swoich przemówieniach akcentował ucieczkę w przyszłość.
III RP lansowała model społecznej podejrzliwości wobec tych, którzy koncentrując się na wielkich wydarzeniach z historii Polski byli z niej dumni i to uzewnętrzniali. Jak dla autorów III RP było to za wiele, budowa „polskiego przystanku Alaska” mogła być zagrożona. Afirmacja dumy narodowej groziła według nich ,pochodem w stronę nacjonalistycznej ideologii.
Sądzę, że powstanie szeregu inicjatyw oddolnych, samorządowych i lokalnych przez ludzi nie pogodzonych z taka interpretacją było pretekstem do realizacji wielu projektów w tym Muzeum Powstania Warszawskiego. Pojawiły się też inne pomysły jak chociażby ten o budowie Muzeum Historii Polski, czy deklarowane wsparcia państwa dla Andrzeja Wajdy w pracach nad filmem o Katyniu .
To co III RP marnotrawiła, IV RP próbuje odzyskać dla świadomości przeciętnego Polaka.
Zgadzam się również z Dariuszem Gawinem, że „polityce historycznej” nie grozi nic z „neoendeckiej ideologii, „nacjonalizmu” czy „moczaryzmu”. Dostrzegam jednak słabości kontroli „polityki historycznej” przez „środowisko” demokratyczne. Te „środowisko” jak je określił autor- funkcjonuje na szczeblu centralnym i lokalnym. Wierzy głęboko Gawin, że takimi instytucjami kontroli są : prasa, radio, telewizja i internet. Wiara autora w wolność wypowiedzi i krytyki jest jednak moim zdaniem zbyt optymistyczna. Co dla Dariusza G. może być siłą w realizacji „polityki historycznej”, dla Dariusza D. może być jej słabością. Mówiąc wprost mam głębokie obawy czy np. telewizja, radio itp. spełniają odpowiedzialnie funkcje kontrolne, czy może są raczej „hamulcowymi” polityki historycznej. Wystarczy włączyć telewizor ażeby poczuć ironiczny potok słów i komentarzy „czwartej władzy” wobec wszystkiego i wszystkich. Niechęć do IV RP i jej podstawowego instrumentu podtrzymywania świadomości i ciągłości historycznej została sprowadzona na margines wydarzeń medialnych.
Może jednak Dariusz Gawin ma rację, kiedy pisze, że „...żadna pojedyńcza instytucja – żadne muzeum, program rządowy czy ministerialny nie odwrócą automatycznie biegu wypadków. Ważne są one tylko jako elementy pewnego trwałego i konsekwentnego wysiłku.”
Nawet gdybyśmy potrafili określić wszystkie elementy realizacji „polityki historycznej” i mogli wskazać z czasem jej słabości i zalety, to nie możemy zapomnieć o tych, którzy powinni być na froncie realizacji tychże założeń. Mam tu na myśli przede wszystkim polskich nauczycieli. Pojawia się zasadnicze pytanie, którego zabrakło mi w rozważaniach Dariusza Gawina. Pytanie o kondycję intelektualną polskiej edukacji. I nie chodzi o tego czy innego ministra edukacji. Chodzi po prostu o polskiego nauczyciela. I tu zgłaszam jako „belfer” wiele obaw i wątpliwości. Czy polski nauczyciel „przemielony” prze ideowy walec III RP nie został uśpiony i nie utknął w „chłodnym przedpokoju” demokracji ? ....


Komentarze
Pokaż komentarze (5)