93 obserwujących
1164 notki
4783k odsłony
  1127   5

Polityczny teatr przed decydującym starciem

Polityczny teatr w wydaniu PO jeszcze nie raz nas zaskoczy. Ale porządek jako taki jest: Borys Budka i Grzegorz Schetyna karnie jeżdżą po kraju głosząc dobrą nowinę podążającą kierunkowo w przyszłość. Niewiele co prawda mówią o tym co nas czeka w przyszłości, ale że bez PiS- u to więcej niż pewne. Nawet trudno sobie dziś wyobrazić, jak ta pacyfikacja będzie przebiegała, bo Donald Tusk już teraz dostaje furii, więc co dopiero wtedy, gdy znowu zdobędzie władzę po odpoczynku w Chorwacji. Rafał Trzaskowski nie ma czasu na traumę, bo ciągle leje i grzmi – Warszawa znowu zalana po kostki, ale też bez przesady, pracuje od rana do nocy – o czym nie raz zapewniał mieszkańców stolicy. Gdzieś w tle, sztab PO pracuje nad nową deklaracją ideową, która przyklepie jedynie to co z Platformą dzieje się ideowo od dawna - oficjalny, pełny liberalizm. Ale bez programu, bo program jest absolutnie zbędny. Byłby on przy obalaniu PiS-u kulą u nogi. Dlaczego polityczny teatr? Bo tak naprawdę, tym razem, nie chodzi już tylko o przejęcie władzy i wykończenie PiS, tylko o cofnięcie Polski do ram, w jakich tkwiła do 2015 roku. A właściwie jeszcze głębsze osadzenie kraju w tych ramach. Pod hasłami walki ze złem, z rozdawnictwem, z nepotyzmem, z łamaniem Konstytucji, niszczeniem wolnych sądów, obroną najbardziej wolnych mediów na świecie, zacznie się na całego plan destrukcji państwa, którego celem jest wywołanie ogólnego wrażenia, że PiS z niczym sobie nie radzi, że wszyscy nas nienawidzą, a w Moskwie korki od szampana strzelają rano i wieczorem. Stąd też ten niebywały aplauz dla TSUE i wściekły atak na Trybunał Konstytucyjny, bo tli się nadzieja, że będzie Polexit. 


I teraz warto wrócić do realiów. Do rozważań, na ile plan Zachodu i Tuska, by cofnąć Polskę do miejsca, w którym była sześć lat temu jest realny i czy się powiedzie. Pojedynek będzie wyrównany, ponieważ PiS ma nadal stabilne poparcie, a groźby pozbawienia Polski środków z Funduszu Odbudowy są co najmniej iluzoryczne, choćby po rozmowie premiera Mateusza Morawieckiego z Ursulą von der Leyen. Olbrzymie pieniądze na rozwój kraju zaczną trafiać już jesienią tego roku nie tylko do budżetu państwa, ale także do samorządów. Mimo nietęgiej miny najlepiej zarabiających, większość Polaków odczuje nieduży wzrost przychodów po wprowadzeniu pakietu podatkowego. Nie bez znaczenia są także duże inwestycje infrastrukturalne. Po drugiej stronie jest Platforma i Donald Tusk. Poza wsparciem Zachodu, ale też nie całego, nie mają tak naprawdę żadnych innych mocnych kart. Można straszyć bez końca sankcjami, mrożeniem, blokowaniem funduszy, ale gdyby to się miało ziścić, koszty gospodarcze i polityczne dotknęłyby także bogate kraje Unii, w tym przede wszystkim Niemcy. Jeśli nawet prawdą jest, że Joe Biden gotów jest dla świętego spokoju scedować władzę nad Europą Berlinowi, to warto byłoby znać odpowiedź na pytanie, czy Niemcy chcą takiej władzy i czy są do niej przygotowane, nawet w pełnym sojuszu z Rosją. Gra toczy się więc na bardzo wysokim poziomie, a słaby teatr  w wydaniu Donalda Tuska jest odgrywany jedynie dla wściekłego z nienawiści do PiS twardego elektoratu, by przykryć prawdziwy cel jego powrotu do polskiej polityki. Te wszystkie achy i ochy, które wydają z siebie podstarzałe elity III RP nie są już nawet zabawne, co najwyżej budzą litość. Świadczą jedynie o zupełnym oderwaniu się od kulturowych korzeni i zaślepieniu przez nienawiść. Cała dywizja dziennikarzy i polityków części opozycji wpadła niemal w trans, sądząc, że nadeszło wybawienie.


PiS ma się nad czym zastanawiać, wydaje się, że jego liderzy zdają sobie doskonale sprawę z tego, o co toczy się tak naprawdę ta walka. Tu jednak nie wystarczy rzucenie hasła walki z nepotyzmem. Nie wystarczy objazd kraju z Polskim Ładem. W gruncie rzeczy, bez ogródek, trzeba mówić Polakom, jaki jest prawdziwy cel tego politycznego teatru. Trzeba się wznieść ponad cały system III RP i powiedzieć wyborcom jasno, że nadszedł czas budowy i naprawy Rzeczpospolitej od podstaw. Próbować ponownie zdobyć kredyt zaufania tam, gdzie został utracony – nie tylko po to, by wygrać kolejne wybory. Ale po to, by po prostu dowiedzieć się, ilu z nas gotowych jest przeciwstawić się urządzaniu kraju przez obce rządy, ilu z nas chce – w uproszczeniu – żyć w nowoczesnym państwie, ale bez owego liberalnego doładowania z Zachodu, przynajmniej nie w takim wymiarze, jak to ma miejsce dziś w Hiszpanii czy we Francji. Prawdę mówiąc, toczy się na naszych oczach arcyciekawa gra, w której to Zachód ma znacznie więcej dylematów niż polski rząd. PiS potrzebuje sam w sobie pewnego resetu, opowiedzenia jeszcze raz Polakom, na nowo, w kilku tezach, o co chodzi  w walce o Polskę i przekonaniu, że właśnie o Polskę, a nie o samą władzę toczy się dziś ten arcyważny pojedynek.    



           


Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka