80 obserwujących
1109 notek
4632k odsłony
411 odsłon

Grodzka i Giertych na deskach

Wykop Skomentuj

 

Za rok, być może właśnie u progu następnej jesieni, na deskach jednej z warszawskich scen, ma zostać wystawiona opera o transseksualistach, czy być może o transseksualizmie jako takim, a natchnieniem dla autorów będzie życiorys Anny Grodzkiej, dziś posłanki, kiedyś mężczyzny. To ważna wiadomość, że tak źle traktowani i oceniani przez nas politycy z Wiejskiej znajdują jednak uznanie u wielkich i wybitnych artystów. Od razu widać, gdzie jest kultura i zrozumienie dla tego niebywałego trudu posłów i posłanek, od razu czuje się to wysokie C, poniżej którego nie schodzi warszawska elita twórców. Będzie więc wielki spektakl o tym, jak upokarzana (y) bohater (ka) przeistoczyła (ył) się w kobietę. Ale też nie czarujmy się. Zbyt oryginalny ten pomysł, to on nie jest. Raczej jest to powielenie tego, co postępowy i mądry Zachód już dawno wystawiał na deskach swoich teatrów, oper i operetek. Zauważą pewnie naszą mozolną i wyłożoną ciemnogrodzkim brukiem ciernistą drogę do postępu, ale to za mało, stać nas przecież na więcej. Gdyby warszawscy twórcy byli trochę bardziej oryginalni, trochę mocniej nacisnęli na swoje szare (co tam szare, raczej tęczowe) komórki, doszliby do wniosku, że jest ktoś, o kim opera byłaby dla całej Europy prawdziwą bombą, a tłumy waliłyby na to przedstawienie drzwiami i oknami, dachami i piwnicami. Ten ktoś jest tak oczywisty, tak bardzo narzuca się sam do roli wielkiego bohatera, że aż dziw bierze, że ani Wajda, ani Stuhr, ani Wojewódzki, ani Pasikowski nie wpadli na ten trop, na tę tak jasną i wielką, także w sensie dosłownym, postać. Mowa oczywiście o Romanie Giertychu.

 

Co tam zmiana płci, jakieś korekty cielesne, zmiany i wymiany, to bułka z masłem, to nic, po prostu zwykły zabieg, trochę nowych ciuchów, zapuszczone włosy i już jest się kimś innym, już jest się kobietą, prawdziwą, spełnioną, co więcej, atrakcyjną i ponętną. Znamy takich przypadków wiele, ale Roman jest jeden. A jego zmiana polityczna, duchowa, jest tak postępowa i tak wielka, że niech się schowa Michnik Adam i cały postępowy Paryż, bo wstyd, bo to niewielki pikuś w porównaniu z dokonaniami tego byłego narodowca. W pierwszej scenie sztuki o Romanie Giertychu (tę rolę mógłby dostać taki fajny gość od Jamesa Bonda, albo Wiktor Zborowski) bohater, oświetlony pięknie, punktowo powiedziałby do zgromadzonego gdzieś w oddali ludu, że Jarosław Kaczyński tworzy rząd mafijny, straszny, obrzydliwy i totalitarny. Kiedy dotknie swymi złocistymi zębami ostatniej sylaby, drugie punktowe światło pokaże nam w fotelu Monikę Olejnik, która zada mu kluczowe pytanie tej sztuki: -Panie Romanie, Panie Mecenasie jak to się stało, że Pan dziś jest taki mądry, a kiedyś gnił Pan w zacofaniu i faszyzmie? Redaktor MO może zagrać spokojnie Renata Dancewicz, będzie bowiem bardzo naturalnie podobna do tego, co mówi i co myśli Monika Olejnik. A kiedy wypowie te słowa, scena zabłyśnie pomarańczą i zielenią, roztoczy się po niej zapach brzóz, topoli i zbóż, a wśród nich zobaczymy małego (rzecz względna w jego przypadku), dorastającego Romana w krótkich spodenkach i lakierkach. Ujrzymy jego historię, od narodowej, faszystowskiej i ciemnogrodzkiej prawicy do Przyjaciela „Gazety Wyborczej” i Oświeconego Niebywale, jak nikt w Europie, premiera Donalda Tuska. Mały Roman pewnie powie wśród łanów zbóż: – Nie wiem, co mi kołata w mojej młodej głowie, ale mam przeczucie, że ten narodowy polski faszyzm nie jest mój, nie jest mój Kochana Mamo, co mam zrobić?! – wykrzyczy swój ból i troski nękające wspaniały umysł przyszłego wielkiego polskiego polityka i mecenasa.

 

Podejdzie wtedy do niego młoda dziennikarka Janina Paradowska (może ją zagrać gościnnie Ewa Kopacz), która spojrzy na niego z lekkim obrzydzeniem i powie do widowni: - Ach jaki on jest wsteczny, jaki on ponury, jaki wielki, a jaki mały jednocześnie i niepostępowy, jaki faszystowski! Och Marksie, ratuj! – dorzuci na koniec. Tak potoczy się zapewne ta akcja. Nielinearnie. Raz będzie to Roman w szkole, a za chwilę dorosły Roman Giertych, dzielnie punktujący w studiu Jarosława Kaczyńskiego. Albo Roman, który spotyka się potajemnie z Donaldem Tuskiem i mówi mu na ucho w pełnym zaufaniu:

 

Jestem Twoim agentem w rządzie Kaczora,

Wiedz to, jam jest taka postępowa Wernyhora,

Lecz potem, pamiętaj,

Wepchnę się do Twojego Dwora 

 

 

Tak może mówić premierowi nasz bohater, tkając swój mistrzowski plan rozbicia rządu „Pisiorów”. A potem, znów, gdzieś te jego radosne sceny z tragicznej przeszłości: Roman idzie po warszawskim bruku i krzyczy jakieś brednie o niepodległości i narodzie. Jaki naród? Czy w ogóle są w Europie jeszcze jakieś narody, poza Niemcami? Przecież to przeszłość, przeżytek, wstecznictwo, źródło wojen. Postęp, wymieszane rasy, brak płci w ogóle, to jest to co rozgrzewa dziś całą ludzkość. Po co komu płeć do szczęścia? Być może autorzy pójdą tym tropem, pójdą jeszcze dalej, niż sam bohater w swoim wspaniałym życiu i być może w ostatnim akcie sztuki, podczas jej światowej prapremiery w Londynie, Roman Giertych odrzuci swoją płeć, odrzuci jakieś podziały na homo i hetero, i gromko wrzaśnie do zelektryzowanej widowni: Jestem Gigantem! Jestem Gigantem! To byłby wspaniały koniec tej sztuki i jednocześnie wielki pochód samego mecenasa do fotela premiera wszechczasów III RP. Jest więc jakaś szansa dla Polski, jest wielka szansa dla Romana. Możemy być na ustach całego świata, ale naprawdę nie bójmy się tego, zainwestujmy w Romana Giertycha, zróbmy to profesjonalnie i z jeszcze większym rozmachem, niż robi to na co dzień TVN 24 i Justyna Pochanke. Dość tej amatorszczyzny i kiepskich wywiadów z tak wielkim politykiem i tak niespotykanym nigdzie indziej mężem stanu. „Roman Romanum” – taki tytuł rzucam dziś pod rozwagę naszych wielkich twórców. Do dzieła!                     

 

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale