Zbliżałem się do przejścia dla pieszych. W pewnej odległości od krawężnika stała o kulach kobieta. Szkła w okularach miała jak denka butelek.
- Pomoże mi pan przejść - zaczepiła mnie. Ja na to - oczywiście!
- Ale musi mi pan podać ramię, bo inaczej się nie uda. Podałem ramię i drobnym krokiem przeszliśmy przez niezbyt o tej porze ruchliwą ulicę.
- Bardzo panu dziękuję, dziękuję! - mówi. A ja na to - nie ma sprawy, przecież i tak chciałem przejść na drugą stronę, każdy by pomógł.
A kobieta na to - nie, nie każdy, a czasami to się jeszcze nasłucham!
Ręce mi opadły. Ludzie! gdzie my żyjemy?!



Komentarze
Pokaż komentarze (9)