1 obserwujący
2 notki
4281 odsłon
3975 odsłon

Czemu nie zagłosuję na Rafała?

Wykop Skomentuj110

Zbliża się ostateczne rozstrzygnięcie, kto zostanie Prezydentem RP. Na placu boju zostało 2 faworytów. Internet rozgrzał się do czerwoności, elektoraty obu stron prześcigają się w udowadnianiu, że ich kandydat jest lepszy. Widząc te próby, postanowiłem również i ja się wypowiedzieć w tej kwestii.


Nie będę oryginalny mówiąc, że zagłosuję na mniejsze zło. Donald Tusk mówił niedawno, by głosować na większe dobro. Cóż, by być uważanym za dobrym, należy na to zasłużyć. Nie wystarczy do tego pustosłowie. Żadnego z kandydatów nie nazwę dobrym kandydatem, choć Andrzeja Dudę głównie za działania Jego zaplecza politycznego w zakresie działań na rzecz zaostrzenia ustawy aborcyjnej. W całości winy obecnemu Prezydentowi przypisać nie można, jednak na pewno bardziej stanowcza postawa byłaby w moich oczach korzystniejsza. Jest jednak bardzo dużo różnic, które powodują, że zestawiając obu kandydatów, znaku równości w żaden sposób postawić nie można.


Najważniejszym powodem, dla którego swój głos oddam przeciwko Rafałowi Trzaskowskiemu, jest kwestia światopoglądowa. I bynajmniej nie przesłoni mojej decyzji lawirowanie kandydata KO, mające na celu zdobycie również prawicowych wyborców. Nie przesłoni również to, że kandydat de facto dążący do adopcji dzieci przez pary homoseksualne, jest nagle przeciwko temu procederowi. Nie przesłoni deklaracja, że weźmie udział w Marszu Niepodległości, gdy ma się na sumieniu bardziej skupianiu na (w porównaniu do Marszu Niepodległości) niszowej paradzie równości. Więcej o kwestiach światopoglądowych mówi mi zdziwienie (!) Pani Trzaskowskiej, że Kościół nie chce opowiedzieć się za liberalizacją aborcji (ciężkie jest to do zrozumienia, by takie rzeczy od Kościoła wymagać, jednak ostatnimi czasy byliśmy świadkami tylu dziwnych rzeczy, że nic już nie powinno zaskakiwać). Prezydent Andrzej Duda w kwestiach światopoglądowych jest konsekwentny zarówno w toku prezydentury, jak również prowadzonej obecnie kampanii wyborczej, jasno te poglądy wyrażając.


Nie jest to oczywiście jedyna różnica. Ponieważ jednak nie jestem fanem długich tekstów (im krótszy tekst, tym większa szansa że czytelnik doczyta go do końca), w tekście tym, przedstawię   tych różnic tylko kilka.


Wiarygodność. Andrzej Duda nie zrealizował wszystkich obietnic wyborczych. Pomijając truizm, że Prezydent ma ograniczone możliwości zmiany prawa, część obietnic niespełniona została moim zdaniem słusznie (vide ustawa frankowa, gdzie cały naród miałby płacić za to, że ktoś nie przemyślał jak powinna wyglądać umowa kredytowa). Prerogatywy Prezydenta polegają głównie na wyrażaniu zgody bądź odrzucaniu ustaw, przedłożonych przez parlament. Jednak widząc kierunek działania Prezydenta i Jego zaplecza (co nie jest bez znaczenia, będąc w partii politycznej na swoje barki również nakłada się sukcesy i porażki partii macierzystej) ciężko powiedzieć, by ta grupa zdradziła ideały swoich wyborców. Inaczej wygląda to w sytuacji kontrkandydata. Osobiście, jako głosujący na PiS również w wyborach parlamentarnych, jestem umiarkowanie zadowolony (umiarkowanie, gdyż spodziewałem się więcej, niemniej sam fakt że nie jest gorze, jest jakąś zaletą). Pytanie natomiast do wyborców PO, czy ich ideały (tej części elektoratu, która akurat te ideały posiada), są właściwie reprezentowane przez ich reprezentantów? Czy zupełnie odmienne stanowiska w zakresie imigracji (najpierw pełne poparcie, później twierdzenie, że mowa była tylko o kobietach z dziećmi), związków partnerskich, małżeństw homoseksualnych,  aborcji, stosunku do prawicy, czy podejścia do populizmu (chęć przeznaczenia pieniędzy z projektów infrastruktury do kieszeni wyborców przy jednoczesnej krytyce 500+ jako rozdawnictwa) – są tym, czego oczekują.


Ambicja. Drugi najpoważniejszy mój zarzut w stosunku do PO i Rafała Trzaskowskiego. Mimo bycia zwolennikiem CPK, jestem w stanie zrozumieć krytykę tego projektu. Jednakże dobór słów wypowiedzianych przez Rafała Trzaskowskiego (po co nam CPK, jak mamy lotnisko w Berlinie), świadczy o całkowitym braku ambicji (i ignorancji, jeśli już mowa o lotnisku w Berlinie, to finalny port ma być oddany ok 10 lat po terminie, i już w momencie otwarcia byłby on za mały, gdyby nie wybuch pandemii. Jeśli już mamy podróżować przez Niemcy, bo tutejsi politycy uznają to za wygodniejsze dla Polaków, niż podróż przez Warszawę - swoją drogą ciekawe, czy wygodniejszy jest również lot do Azji przez naszego zachodniego sąsiada - to głównymi niemieckimi hubami są Frankfurt i Monachium). Słowa te nie mogą dziwić, jeśli wywodzi się z partii, dla której ciepła woda w kranie to szczyt ambicji. Niedługo po tych "projektach" do władzy doszedł PiS i okazało się, że można próbować uniezależnić się od monopolu rosyjskiego gazu czy ropy, czy że można próbować zbudować lotnisko na potrzeby Polski (żeby unaocznić dlaczego ten projekt to żadna przesada należy zwrócić uwagę, że obecne Okęcie jest już za małe, a ponad dwukrotnie mniejsza od Polski  Holandia posiada ponad trzykrotnie większe lotnisko od największego lotniska w Polsce). Czy to rzeczywiście, jak twierdzą sympatycy opozycji, taka megalomania?

Wykop Skomentuj110
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka