Wychowany w biednej rodzinie, która przelewała w przeszłych pokoleniach krew za Polskę w powstaniach i gdzie (pomimo biedy) zawsze hołubiono wiedzę i szanowano księgi (często kupowane z wyrzeczeniem); wykształcony na dobrych uniwersytetach ale w zasadzie samoistnie; mając do wyboru otwarte perspektywy i wspaniałe życie na najlepszych uczelniach pewnego kraju za oceanem a jednak wracając do ojczyzny – patrzę z przerażeniem na wielką pustkę, jaka otwiera się przed moim narodem, który dokonuje( jak czuję) aż tak nie konformistycznych nawet, ile opartych na - tak naprawdę - najprymitywniejszym pijarze i hollywoodzkim obrazku – wyborów.
Pustka jaką czuję gdy patrzę na ostatnnie wydarzenia w moim kraju jest tak przerażająca, iż przerasta nawet owe obrzydzenie jakie zawsze czułem czytając opisy balów szlachty w Mohylewie i Witebsku, po pierwszym rozbiorze kraju.
Czy to możliwe abyśmy zeszli już do takiej otchłani narodowej, gdzie nawet nie słychać głosu wołającego na pustkowiu (bo nikt nie woła?)



Komentarze
Pokaż komentarze (2)