W całym tym zgiełku dotyczącym przyłączenia się (bo tak to – oczywiście pozornie tylko wygląda) prezesa PiS do nawoływań do bojkotu Jewro 12 na Ukrainie z powodu Tymoszenko et consortes (najogólniej: łamania praw człowieka) wyłania się w zasadzie tylko jeden wspólny mianownik wypowiedzi rozlicznych, często prezentujących odmienne opcje i opinie, prelegentów. A mianowicie, i jest to słuszna w całej rozciągłości uwaga, iż jest to działania o li tylko propagandowym (tez; pijarowym) charakterze, jako że w praktyce J. Kaczyński nie ma formalnego wpływu na obecną politykę zagraniczną warszawskiego rządu, a Polska jako taka nie ma wpływu na to co się dzieje na Ukrainie. W pełni się z tymi dywagacjami natury ogólnej zgadzam.
Nie zgadzam się jednak z samą ideą nawoływania przez jakiegokolwiek polskiego polityka do bojkotu – w takiej czy innej formie – Ukrainy. Jest to w mojej ocenie katastrofalny błąd, który wskazuje na brak wizji i wiary w dalekosiężną możliwość realnej współpracy polsko-ukraińskiej przeciwko Moskwie i Niemcom.
Nigdy bowiem nie powinno się nawoływać do BOJKOTOWANIA PAŃSTWA z którym (oczywiście pod innymi władzami) w przyszłości chciałoby się blisko współpracować. Nie trzeba być przy tym dalekosiężnym wizjonerem, żeby to zrozumieć.
No chyba żę Jewro na Ukrainie jest już passe i J.Kaczyński już o tym wie. Tylko czy nie wiedziałby o tym Donald?



Komentarze
Pokaż komentarze (5)