Jak sądzę, nie da się już chyba bardziej zaprzeczyć pewnym podstawowym wartościom moralnym niż wtedy kiedy odmawia się sprawiedliwości rodakom niegdyś mordowanym w zaplanowany, najokrutniejszy sposób, występując PRZECIW uznaniu takiego czynu za ludobójstwo.
A wszystko to w dynamicznym otoczeniu toczącej się w obecnej Europie zaciętej i bezpardonowej wojny ideologicznej, opartej najczęściej o maksymalnie zakłamywaną (w interesie narodowym jednego czy drugiego państwa) politykę historyczną. Ze polityka jest nieustanną grą sił, najczęściej jawnie złych - o tym nie trzeba nikogo przekonywać; jak i nie trzeba przekonywać o znaczeniu historii (czytaj: polityki historycznej) w rzekomo odwróconym od przeszłości, świecie drugiego dziesięciolecia XXI wieku.
W tej grze pozorów, rzekomo skierowanego ku przyszłości świata, w rzeczywistości starającego się rozwiązać swoje problemy w oparciu o zmanipulowaną ocenę przeszłości - to co dzieje się obecnie na „polskiej scenie politycznej” zdaje się być jak gdyby awangardą „nowego politycznego świata” odmawiającego nazwania czystego zła po imieniu (a tym samym gloryfikującego relatywizm moralny w skali największej bo zbiorowej), w imię jakiegoś oczywiście fałszywie? rozumianego „interesu”.
Jęsli tak jest, to już nie jest makiawellizm; to już nie jest nurzający się w korupcji, bezwładzie, obłudzie i umiłowaniu bezsiły polski Sejm XVIII wieku – gdzie tarzanie się w oparach akceptowanego zła było normą i przywilejem zarazem, to coś więcej.
Być może mamy do czynienia - jak się wydaje - z posłużeniem się działaniem o wymiarze negatywnie epickiego zła (kwestia braku właściwego oddania czci pomordowanym poprzez nadanie temu zjawisko odpowiedniej nazwy) dla realizacji innego celu o błędnie?/fałszywie? okreslonej perspektywie i znaczeniu.
Co zaś najbardziej przerażające to przypuszczenie, iż wnosić z powyżśzgo możnaby iż nastały czasy w polskiej polityce gdy zastosowanie moralnego relatywizmu/ dwyznacznosci w sprawach kardynalnych mogłoby być posrednim etapemdo "osiganięcia" ostatecznego rezultatu, jakim mógłby stać się w ostatecznym rozrachunku (czy tylko ideologiczny?) NIEBYT.



Komentarze
Pokaż komentarze