32 obserwujących
61 notek
209k odsłon
  205   2

O wulkanach i złym losie władców

O erupcji podmorskiego wulkanu i jego skutkach oraz o tym, że życie chińskiego, komunistycznego cesarza nie jest lekkie.

Koniec wakacji. Przechodzące burze i deszcze zwiastują także koniec lata. Dziwnego lata niezwykłego roku. Bywają lata, które przechodzą niezauważone, nie zostawiając śladu w pamięci, poza liczbami w kalendarzach. Inne lata zapisują się w pamięci aż za dobrze. Ostatnia niedziela sierpnia. Za nami dwie części tego roku, została jedna. Trzy rzeczy, a może cztery? Te, które się wydarzyły i będą miały największy wpływ na przyszłość. Tak naprawdę liczy się przyszłość, ważne są te dni, których nie znamy… Przeszłość ma znaczenie o tyle, o ile wpływa, na to, co będzie. Pierwsza sprawa to pandemia COVID 19, niekończąca się pandemia trwająca już trzeci rok. Nie będę o tym pisać, bo napisano o tym aż za wiele. Drugie wydarzenie to wojna na Ukrainie zaczęta inwazją wojsk rosyjskich 24 lutego tego roku, wojna tocząca już ponad pól roku i której końca nie widać. Co tu napisać, skoro od drugiego, najpóźniej trzeciego dnia wojny wiadomo było, że Rosja: a) przegrała, b) przegrywa, c) już niedługo, już a momencik przegra (niepotrzebne skreślić). Trzecie wydarzenie zdarzyło się na przeciwległym miejscu globu, na pustce oceanu Spokojnego. Erupcja wulkanu Hunga Tonga – Hunga Ha’apai. Głowna erupcja 20 stycznia tego roku, mniejsza aktywność i słabsze erupcje trwały jeszcze kilka miesięcy. Zwróciłem na to uwagę, bo lubię wulkany, o ile wulkany da się lubić. Lepsze słowa to: podziwiam i szanuję. Wulkany to oczywisty, widomy dowód potęgi matki Natury. O erupcji tego wulkanu pisałem na początku maja, w tekście: Lepiej już było.

 Początkowo wulkanolodzy zaklasyfikowali erupcję podwodnego wulkanu Hunga Tonga jako VEI 4. VEI to Volcanic Exposivity Index, czyli moc wybuchu mierzona w skali logarytmicznej. Wzrost VEI o 1 np. z 4 na 5 oznacza dziesięciokrotny wzrost energii erupcji. Pojęcia moc, energia erupcji używam zamiennie, w potocznym rozumieniu, oczywiście nie w sensie ścisłym, naukowym. Wulkan Hunga Tonga to jeden z wielu podwodnych wulkanów w tzw. pacyficznym pierścieniu ognia, słabo opomiarowany. Ocena energii wybuchu jest szacunkowa, zresztą podobnie jak innych erupcji w dziejach. Później energię wybuchu podniesiono na VEI 5. Obecnie energię wybuchu wulkanu Hunga Tonga szacuje się na VEI 6, co oznacza wzrost energii wybuchu rzędu stu razy! Jak błędne były pierwsze obliczenia. Odgłos wybuchu tego wulkanu był słyszany aż na Alasce, 10 000 km dalej. Są oczywiście inne parametry wybuchu, erupcji, jak wysokość pióropusza dymu, wielkość wyrzuconych skał (w km3), ale nie chcę w to wchodzić. Sam jestem wulkanologiem amatorem. Wydaje się, że erupcja wulkanu Honga Tonga była potężniejsza niż erupcja wulkanu Pinatubo na Filipinach (15.06.1991, VEI 6), a słabsza niż erupcje wulkanów Novarupta na Alasce (czerwiec 1912, VEI 6) i Santa Maria w Gwatemali (październik 1902, VEI 6) i na szczęście, znacznie słabszą niż erupcja wulkanu Krakatoa (Indonezja, 26 października 1883, także VEI 6). Oznacza to, że w styczniu mieliśmy najpotężniejszą erupcje wulkaniczną w przeciągu ostatnich stu lat. Erupcje o takie potędze zdarzają się średnio raz na sto lat. Czyli jesteśmy w granicach normy geologicznej. Mogło być znacznie gorzej, w skali ludzkiej.

 Porozmawiajmy o skutkach tej erupcji. Pośrednich skutkach. Bezpośrednie były niewielkie; zginęło raptem kilku rybaków na skutek tsunami – minimalne ofiary przy takiej potędze. Tegoroczne lato było dziwne. Na zachodzie Europy ekstremalne upały, pobite rekordy temperatur w Wlk. Brytanii, Francji i Hiszpanii, czy Włoszech. Do tego wyjątkowa susza, wysłuchajcie koryta rzek i zbiorniki wodne. W Polsce nie było ekstremalnych zjawisk. Czerwiec raczej chłodny, lipiec w normie, sierpień cieplejszy nieco, z dwiema falami upałów. Nic nadzwyczajnego. Sam pamiętam lata, gdy upały była dłuższe i cięższe. Lato mieszczące się w normie, tak jeśli chodzi o temperatury, jak opady. Tu pojawia się korzyść z naszego położenia w środku kontynentu, z dala od ekstremów na granicach. Położenia, które tak często dało nam w kość, historycznie patrząc. W Chinach ekstremalna susza, wysychające rzeki, po prostu tragedia. W skali globu temperatura tego lata wcale nie osiągnęła żadnych ekstremalnych wartości. Skąd to wiadomo? Bo gdyby tak było, to maniacy globalnego ocieplenia już by o tym wrzeszczeli we wszelkich mediach, jako o koronnym dowodzie ich ulubionej mantry.

 Klimat to układ połączony przez obieg wody: atmosfera plus oceany i morza. W sumie klimat przypomina kocioł czarownic: mnóstwo składników, część znanych, część domyślanych, inne całkowicie nieznanych, kocioł, w którym sam diabeł miesza. Dlatego nasze prognozy – inaczej przepowiednie – pogody są niewiele warte. Potężna erupcja wulkanu Hunga Tonga silnie zamieszała w tym klimatycznym kotle czarownic. Stąd ekstremalne upały i susze w jednych regionach, a w drugich równie ekstremalne opady deszczu jak w Pakistanie. Pakistan przeżywa wielki kataklizm: opady monsunowe wielokrotnie przekroczyły roczna normę: skutek – niezwykła powódź, ponad 1000 ofiar, jak na razie, i 33 mln. dotkniętych nią ludzi, prawie 1/6 ludności tego wielkiego, terytorialnie, kraju! Władze Pakistanu apelują o międzynarodową pomoc i wręcz mówią o gigantycznym monsunie i katastrofie w wymiarze epickim (the monter monsun of the decade, the humanitarian disaster of epic proportions).

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości