Janek Rokita rozwija skrzydła. Nie ma wyboru, skoro walczy z uskrzydloną Lufthansą. Lutowy spór o jankowy płaszcz z poziomu dzwonków na komórki powoli wkracza w politykę międzynarodową. Zacytuję Jana Rokitę, bo sam tego bardziej absurdalnie ująć nie potrafię:
"Zastanawiam się nad tym, gdzie jestem bezpieczniejszy. Czy we Francji, czy w Polsce, czy raczej mogę liczyć na opiekę ministra Kouchnera (szef francuskiego MSZ - red.), czy ministra Sikorskiego przed niemiecką prokuraturą".
- powiedział Jan dla RMF FM. Póki co nasz niedoszły premier z Krakowa zabunkrował się w cieniu wieży Eiffla i rozważa kolejne lata francuskiego życia z innym prześladowanym przez świat bohaterem, Romkiem. Z drugiej strony Jaś dostanie tylko 30 dni paki. 30 dni bez Nelly - bezcenne. Zwłaszcza, że te 30 dni z Nelly będą kosztowały 100 euro ekstra każdy! A ile książek przeczyta... Może coś o kulturze. Zwłaszcza osobistej. Albo coś o komunikacji z niemieckimi stewardesami a biorąc pod uwagę zacytowany przez Jasia dowcip, z którego może ktoś by się uśmiał w Alabamie, bardzo by się przydała książka o wystąpieniach publicznych, czyli dlaczego milczenie jest złotem.
Bardziej na poważnie, skoro nie zgadzam się z wyrokiem sądu pierwszej instancji to dochodzę swoich racji na dalszej drodze sądowej. Taka logika państwa prawa, którym Niemcy w końcu są. Rokita nigdy konsekwencą nie grzeszył. Logiką też nie. Jedyne rozwiązanie zagadki jakie przychodzi mi do głowy ,to istnienie bardziej podstępnego i długofalowego planu - jak posiedzi 30 dni będzie bohaterem. Jak Piłsudski. Albo Drzymała. Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz! Nicea albo śmierć! Niemcy mnie biją! To ci dopiero PijaR. Bojownik o polskość, jak Janek Kos i Gustlik. Ech...
I te więzienne dzwonki... Propozycje dzwonków zbieram tutaj!
40
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (6)