Nagle, niespodziewanie i po cichutku Zbigniew "Zero" Ziobro, były minister sprawiedliwości i były prokurator generalny, poseł do Parlamentu Europejskiego wykonał sądowy wyrok. Sporo czasu upłynęło od walentynek 2007, sporo czasu minęło od uprawomocnienia się wyroku, sporo czasu od odrzucenia wniosku o kasację wyroku przez Sąd Najwyższy, który niewzruszony biedą, brakiem oszczędności i niskimi dochodami ex-ministra kazał doktora G. przeprosić. Pamiętacie jak wszyscy zamartwiali się, że Ziobro Zbigniew może na śmierć zadławić się słowem "przepraszam" przebijającym sie przez jego delikatne gardło? Kamień z serca - Zbyszek przeprosił na poziomie zgodnym z określeniem Leszka Millera. Ale przecież ogólnie wiadomo, że Zbyszek Ziobro się nie myli, że Zbyszek Ziobro stał się ofiarą, że sprawa jest polityczna, że to spisek wiadomych sił, dzieło odwetowców i chamstwo. A przecież "chamstwu w życu należy się przeciwstawiać siłą i godnością osobistą". Zbigniew Ziobro okazał godność osobistą i odpowiedzialność za własne słowa na poziomie ze znanej piosenki Lady Pank.
Inna ciekawostka to kolejna darmowa reklamówka filmu "Avatar". Troszkę mnie niepokoi, że na temat filmu nie napisałem ani słowa, a każdy kto widział film zaraz pisze stosowną krytykę. Co akurat jest średnią sztuką bo Avatar naprawdę jest marny. Tym razem recenzja przyszła ze strony niespodziewanej - z mediów watykańskich. Dziennikarze Radia Watykańskiego i "L'Osservatore Romano" zgodnie z prawdą film określili jako płytki, bez prawdziwych emocji, a nawet "Wszystko sprowadza się do bardzo prostej antyimperialistycznej i antymilitarnej paraboli, ledwie naszkicowanej, która nie ma takiej żarliwości, jak filmy bardziej zaangażowane na tym froncie" (cytat za gazeta.pl). Nie ma to jak dobry marketing. I do tego darmowy. Byłoby mi bardzo miło, gdyby watykańskie media oceniły mój blog. A nawet go publicznie potępiły, na co, zakładam, w pełni sobie zasłużyłem.
Trzecie dziwo to informacja z plotek.pl (tak, tak... mój ulubiony serwis). Weronika Rosati, znana (jak mniemam), wybitna (bo znana) aktorka (znana i wybitna to musi być aktorka) w samych Stanach Zjednoczonych zapisała się do dwóch szkół aktorskich! Co więcej - żadnej nie skończyła! Co było robić, spakowała manele i wróciła do Polski, gdzie od razu dostała rolę w serialu "Majka". A więc aktorką jest dramatyczną w tendencji do tragicznej. A sam serial to musi być niezła produkcja - do "Majki" nie wzięli nawet Roberta de Niro. Według Weroniki de Niro chciał z nią zagrać w jakimś innym filmie, ale serial pokona wszystko. Robert de Niro to przecież przeciętny aktor, szans w serialu nie miał, więc niech kręci tych swoich gangstersko-depresyjnych zawodowców. A może kiedyś dostanie się do "Majki". A może nawet "Klanu".
Co z tego wynika? Że do stworzenia gwiazdy w XXI wieku wystarczą media. I w myśl starej zasady: nieważne jak mówią, byle mówili, dostajemy takie gwiazdy jak Zbigniew Ziobro, Avatar czy Weronika Rosati. Traktujące widzów jak przygłupie zło konieczne.
26
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze