Adam Michnik jest ostatnio dość aktywny na nieco innym polu, niż to, do którego nas wszystkich przyzwyczaił. Nie bije w moralizatorskie tony, nie grzmi o postępującym faszyźmie, nie wali w IPN, czy też nie stawia przed nami ludzi honoru z Kiszczakiem na czele. Hobby Adama Michnika stało się ostatnio pozywanie do sądu. Powód? Naruszenie dóbr osobistych. Adamowi Michnikowi nie wystarcza już "Gazeta Wyborcza", której sprzedaż ponoć rośnie. Zasypuje zatem sądy pozwami. To publicyści, to dziennikarze, to członkowie rządu i politycy. Sądy nie do końca zgadzają się z adwokatami Michnika. Ostatnio wygrał z nim Wierzejski. Teraz w uzasadnieniu pozwu Michnik trąca argumentacją wprost endecką. Oskrżenie dotyczy naczelnego niebieskiego "Dziennika". Otóż Michnik w pozwie zwraca uwagę, że Krasuski posługuje się językiem i stylem wziętym wprost z Niemiec. Sugeruje pochodzenie kapitałowe gazety. Wspomina coś o polskich normach. Jakie normy promuje "Gazeta Wyborcza" każdy widzi. Oj nieładnie panie Michnik. Jak tak można? To oburzające! Swoją drogą, o dziwo, sposób postępowania Michnika potępiają, skromnie bo skromnie, ale potępiają, przeróżni publicyści przeróżnych gazet i tygodników. To już nie pęknięcie, ale mocne rozbicie milczenia na temat postępowania gazety Michnika i samego naczelnego. Bardzo jestem ciekaw jak skończy się ten proces.
17
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (1)