Pomiędzy szefem Ministerstwa Kultury, a szefem MEN stanął Witold Gombrowicz. Doprawdy nie wiem co konserwatysta Ujazdowski chce udowodnić i co chce osiągnąć stając murem za Gombrowiczem, bijąc się publicznie z Giertychem o to, żeby lektury autora "Ferdydurke" pojawiły się w obowiązkowym kanonie lektur? Chce poklasku u elit wychowanych przez "Gazetę Wyborczą"? Chce złotej karty będącej przepustką na salony? Chce utrzeć nosa Romanowi Giertychowi? Czy w ogóle sam Ujazdowski wie, czego chce?
Gombrowicz nie był najgorszym pisarzem. Był skrzywiony, niekiedy obleśny, reprezentował dziwaczne pojęcie patriotyzmu - obdartego z rzekomych polskich przywar, cnót i wartości. Złe przywary w naszym charakterze i w naszym patriotyzmie nikomu się nie podobają, ale nauczanie młodych pokoleń patriotyzmu opalonego z cnót i wartości jest zupełnie niewskazane, szczególnie dzisiaj.
Kanon lektur wymagał odświeżenia. Nie dlatego, że trwa budowa IV RP i wszystko powinno być nowe. Kanon powinien być odświeżany co jakiś czas, żeby podstawowe książki przeczytane przez młodego człowieka (być może jeden jedyny raz w życiu) w określony sposób powinny kierunkować w dobrą stronę życia. Kto jak kto, ale minister rządu Rzeczypospolitej jest za to szczególnie odpowiedzialny. Kazimierz Ujazdowski powinien o tym pamiętać. Próba publicznego poniżania Romana Giertycha za jego pogląd na temat podpisanego kanonu lektur pokazuje jakieś dziwne kompleksy Ujazdowskiego.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)