Zbigniew Ziobro na wczorajszej konferencji prasowej zaznaczył kilkakrotnie, że nie potrafi obsługiwać się dyktafonem. To coś jak Jan Maria Rokita i laptop, oraz telefon komórkowy. To takie fajnie medialne przyznanie się do nieporadności, do posiadania na swoim ciele dwóch lewych rączek. I oto ciach, niespodzianka. Pojawił się tajemniczy pan sprzedawca z krakowskiego sklepu RTV, który zaznaczył w Radio RMF FM, że Zbigniew Ziobro nie pierwszy zapewne swój dyktafon zakupił już cztery lata temu!!! Miał być to dyktafon jak Mercedes dla Pęczaka - full wypas - z możliwością nagrywania rozmów przez telefon komórkowy. Czyli jednak na wczorajszej konferencji prasowej, pan minister Ziobro najnormalniej w świecie ściemniał. Robienie z siebie takiego nieboraczka wyszło z deka lipnie.
A już wczoraj przyszło mi do głowy zupełnie co innego. Otóż pamiętam jak minister Ziobro tłumaczył się ze swojego majątku. "Grałem na giełdzie" - powtarzał na każdym kroku. Ponoć kilka mieszkań w Krakowie, luksusowe nowe samochody - jak to możliwe, że taki sprytny tygrys polskiej giełdy nie zna się na komórce i na dyktafonie. Nie mogłem w to uwierzyć...
I jeszcze jedno. W czasie studiów Ziobro miał bliżej nieznane kłopoty z sąsiadami - studentami. Ponoć na nich donosił, a pogróżki, które otrzymywał po prostu nagrywał. No chyba nagrywał na dyktafon, bo przecież nie na magnetofon, albo jakiś inny adapter. Jak widać dość zdolny jest nasz Minister Sprawiedliwości. Zdolny też aktorsko, co wszyscy widzieliśmy wczoraj na ekranach naszych telewizorów.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)