„Skandal w Czechach – flaga Unii sprofanowana” donoszą z przejęciem walterowcy na swoim portalu (niedawno zatrudnili oni TW SB Jankowskiego do jednej swojej gazety). Ktoś odciął kawałek wielkiej flagi, która zawisła (na wielkim metronomie), nieprzypadkowo chyba, w miejscu gdzie niegdyś stał największy na świecie pomnik Józefa Stalina.
Chciałbym nieco ostudzić emocje walterowców. Pierwsze – nie wiedziałem, że „flaga Unii” jest święta. Nie wiedziałem, że można ją sprofanować. Jak można sprofanować kawałek niebieskiej szmaty? Choć z drugiej strony… jeden sposób przychodzi mi do głowy, ale szczegółów oszczędzę.
Drugie – „flaga Unii” (ta niebieska, z gwiazdkami) formalnie nie jest flagą Unii. Nie może nią być, chociażby z tego powodu, że Unia Europejska nie istnieje (jest jedynie Wspólnota Europejska; można to sprawdzić np. na dowiedzie rejestracyjnym samochodu) – o tym z ketmanówki się nie dowiecie.
To jest niebieska szmata z 12 gwiazdkami. Flagą Unii byłaby po przyjęciu konstytucji Unii Europejskiej (która został odrzucona przez demokratyczną większość w referendach w kilku krajach). W traktacie lizbońskim z tajemniczych powodów zrezygnowano z zapisu dotyczącego flagi UE, więc nawet po jego ratyfikacji, również nie będzie ona flagą Unii.
Tyle „w tem temacie”, panowie walterowcy. Nadgorliwość gorsza od faszyzmu. A nawet od eurosocjalizmu. Proponuję trochę lodu na rozpalone główki.
A dla mnie ta niebieska szmata zawsze będzie niebieską szmatą. Tak jak czerwona szmata z sierpem i młotem.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)