Tygodnik Newsweek donosi, że wkrótce dojdzie do sporych przetasowań w Platformie Obywatelskiej. Wiceprzewodniczacym ma zostać Buzek i ma chyba zostać utworzone coś w rodzaju nowego gabinetu cieni. Tworzenie takiego gabinetu cieni jest bardzo dobrym pomysłem - wyborca może się rozeznać, jaki rząd go czeka, jeśli zwycięży dana partia - ale raczej nie w Polsce, tylko w takich państwach jak Wielka Brytania, gdzie istnieje system dwupartyjny i żadnych koalicji nie ma. Natomiast w Polsce i tak wiadomo, że po wyborach skład gabinetu cieni można wrzucić do kosza, bo PO będzie musiał podzielić się władzą z jakąś inną partią.
Zawsze można jednak spróbować przewidzieć politykę danej partii, gdy kreuje ona taki, a nie inny skład. Na podstawie informacji przedstawionych przez Newsweeka można zaryzykować dwie tezy:
1. Szefem gabinetu jest Donald Tusk. W poprzednim układzie, ogłoszonym w styczniu 2006, był nim Jan Rokita. Być może świadczy to o tym, iż Tusk powoli wycofuje się z zamiaru kandydowania na prezydenta, a zamierza skupić się na kierowaniu rządem. To oczywiście bardzo dalekosiężne przewidywania, ale jest taka sytuacja, że konstytucyjnym terminem najbliższych wyborów parlamentarnych jest rok 2009. Na razie wydaje się, iż muszą odbyć się wcześniejsze wybory, ale w tym Sejmie nic nie wiadomo - równie dobrze Sejm może wytrwać do końca kadencji, dziwniejsze rzeczy już się zdarzały.
Wybory w 2009 roku to rok przed wyborami prezydenckimi. Jeżeli PO wygra wybory parlamentarne i rzeczywiście będzie chciała przeprowadzić reformy gospodarcze, które PiS zaniedbał, to musi zacząć w pierwszym roku kadencji. A takie reformy, niestety, muszą boleć. Dlatego szanse PO na prezydenturę są raczej nikłe. I obawiam się, że Tusk może walkę o prezydenturę nad przeprowadzenie efektywnych reform gospodarczych.
Natomiast gdyby wybory odbyły się w tym roku i wygrałaby PO, a następnie przeprowadziła jakieś skuteczne reformy, to Tusk miałby nawet szanse na prezydenturę. Jednak taki scenariusz jawi się jako trochę bajkowy, gdyż jeszcze nie mieliśmy rządu, który utrzymałby się 3 lata i z którego ludzie byliby zadowoleni. To się zdarza często, ale nie w Polsce.
2. Pierwszym wicepremierem jest Jan Rokita. Być może można to odczytać jako postawienie na konserwatywne skrzydło i w przyszłości koalicję prędzej z PiS-em niż LiD-em. Z drugiej jednak strony trudno byłoby sobie teraz wyobrazić usunięciem Rokity z gabinetu cieni podczas, gdy do tej pory był on jego szefem. O ile pierwsza opcja daje jakiś asumpt do tezy, iż PO wzmacnia prawą nogę, to druga byłaby już wyraźnym mrugnięciem oka w stronę LiD.
I jeszcze jeden wniosek na granicy fantazjowania i futurologii: PO wygrywa wybory, powstaje rząd PO-PiS, w którym za politykę gospodarczą odpowiada PO, od razu przeprowadzana jest reforma finansów publicznych, służby zdrowia, prywatyzacja itp. Ludzie zaczynają dobrze wspominać koalicje PiS-SO-LPR. Przed wyborami prezydenckimi PiS zrywa koalicję z PO. W drugiej turze wyborów prezydenckich ponownie wygrywa Lech Kaczyński, pokonując kandydata lewicy. Po wyborach obie partie ponownie tworzą koalicję (zerwanie było oczywiście chwytem wyborczym). Reformy mogą być kontynuowane i w końcu zaczynają przynosić efekty. Może nawet takie, że Tusk mógłby się szykować do objęcia schedy po Kaczyńskim w 2015 roku.
To oczywiście mało realne, ale obie partie chyba powinny pójść wreszcie po rozum do głowy i powsiągając swoje - często personalne ambicje - uzgodnić jakieś porozumienie. Mieliśmy już egzotyczną koalicję i chyba wszyscy się zgodzą - nie wygląda to najlepiej.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)