W bardzo postępowej ostatniego czasu Hiszpanii sięgnięto po metody rodem z Kaczogrodu. Otóż sędzia nakazał konfiskatę całego numeru tygodnika "El Jueves", na okładce którego znalazła się karykatura księcia Filipa podczas stosunku z żona. Odnosi się to do propozycji wprowadzenia becikowego zaproponowanej przez premiera Zapatero. W obronie decyzji sędziego wystąpił Prokurator Generalny.
Bardzo podobne rzeczy zdarzały się u nas. Wycinano artykuł Manueli Gretkowskiej o braciach Kaczyńskich, ścigano Huberta H. za obrażanie prezydenta. Za każdym razem towarzyszyły temu złowrogie pomruki o państwie policyjnym, faszyzacji życia, krępowaniu wolności słowa.
Tymczasem w Hiszpanii jeszcze gorzej! Cały numer ma zostać skonfiskowany - policja musi przeszukać 5 tysięcy kiosków w Hiszpanii. I jest to decyzja nie, jak w przypadku Gretkowskiej, wydawcy, ale sędziego. Wspiera ją Prokurator Generalny. Poważna sprawa, gdyby w Polsce miała miejsce podobna sytuacja lament obrońców wolności słowa byłby niewyobrażalny.
No i sprawa obrazy głowy państwa, jakże w Polsce aktualna. Chyba nikt nie sądzi, że Prokurator Generalny z nadania socjalistów naprawdę chce chronić parę królewską - stosunek socjalistów do monarchii jest niezbyt przychylny, a do spraw obyczajowych, w których mieście się drukowanie takiej karykatury dość łagodny. Oczywiste jest, że chodzi o obronę przedwyborczej propozycji Zapatero.
Tymczasem organa ścigania w Polsce są bardzo powściągliwe jeśli chodzi o ściganie takich występków. Policja wzięła się za Huberta H., który w najbardziej wulgarnych słowach obraził prezydenta i chyba - co gorsze - bardzo dał się we znaki samym policjantom. Nie jest natomiast ścigany Lech Wałęsa, który raczył powiedzieć, że mamy durnia za prezydenta i Ojciec Dyrektor, który mimo wszystko wyrażał się łagodniej niż były prezydent.
Wychodzi na to, iż najmniej wolności słowa było za czasów Kwaśniewskiego. W 1999 roku Wojciech Cejrowski decyzją sądu musiał zapłacić 3 tysiące złotych grzywny za mówienie o jego "o tłustym dupsku i pijackich ekscesach".
Ale taka jest specyfika polskiej debaty politycznej, że pewne autorytety intelektualne, publicyści itp. wykorzystują różnego rodzaju wydarzenia do tworzenia atmosfery strachu przed zaborczą władzą. Nie ważne, że takie przypadki miały miejsce w Polsce już wcześniej (vide sprawa Cejrowskiego) lub zdarzają się w innych państwach (najlepsza była Kazimiera Szczuka, która żaliła się, że kaczystowski reżim ogranicza jej wolność proponując wprowadzenie zakazu palenia w miejscach publiczych, podczas gdy taki zakaz obowiązuje już w wielu państwa UE i USA).
Możnaby to skwitować krótko - psy szczekają, karawana jedzie dalej. Z tym, że sama karawana raczej mało imponująca, jeśli nie powiedzieć, że żałosna, i sama nie wie gdzie jechać.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)