Jest kolejny wielki sukces na polu walki z heteroseksualnymi przesądami. J.K. Rowling na spotkaniu z czytelnikami obwieściła, że profesor Albus Dumbledore, dyrektor Hogwartu, jest homoseksualistą. A czytelnicy przyjęli ten fakt owacjami. Autorka podkreśliła, że gdyby przewidziała, z jak pozytywną reakcją spotka się to oświadczenie, już wcześniej ujawniłaby rewelacje na temat Dumbledore'a.
A rewelacje są faktycznie niezwykłe. Otóż profesor w młodości miał zakochać się w Gellercie Grindelwaldzie. Cios przyszedł jednak, gdy ten ostatni zajął się czarną magią. Wtedy Dumbledore postanowił go pokonać. - Ta miłość to wielka tragedia - mówiła Rowling. - Kiedy się zakochujemy, stajemy się ślepi - dodała.
Co do miłości to się nie zgadzam. Zakochanie się (czyli nie kochanie kogoś, a siebie) natomiast rzeczywiście może czynić ślepym. Jeszcze bardziej jednak czyni ślepym idiotyczne dążenie do homoseksualnej indoktrynacji dzieci, czy wykorzystywanie do tego bajek. Idąc dalej tropem wyznaczonym przez brytyjską autorkę proponuje pogłębione badania nad doktorem Dollitle. Do losów tego mężczyzny mieszkającego ze zwierzętami świetnie można dorobić mit o zawiedzionej w młodości miłości, albo jeszcze lepiej o sublimacji pragnień, których okrutne dla "inności" społeczeństwo nie było w stanie zaakceptować.
Homoseksualną tożsamość można też przypisać Hobbitom czy profesorowi z pierwszej części "Opowieści z Narni". Dzięki temu można będzie przekonywać dzieci nie tylko do tego, że homoseksualizm jest super, ale też ukazywać im, że homoseksualiści są lepsi, inteligentniejsi i doskonalsi od heteroseksualistów. Do tego wystarczy już tylko odpowiednio przygotowany kurs literatury, akcentujący (prawdziwą lub domniemaną) tożsamość seksualną kolejnych wielkich i wszystko gotowe. Mamy już nowy lepszy świat, w którym normalność jest wstydliwa.
Ciekawe tylko, że wypowiedzi Rowling nie wywołały takiego skandalu jak sugestie (raczej zresztą podpowiedziane niż wypowiedziane) polskiego rzecznika praw dziecka, że jeden z Teletubisiów jest gejem. Nie wywołały, bo minister Sowińska była tym zaniepokojona. Gdyby stwierdziła, że odkryła z dumą, że Tinky Winky jest gejem, który ma złamane serce przez Dipsy'ego, który w swojej miłości do Laa Li nie był w stanie dostrzec głębokich potrzeb innego teletubisia - wówczas byłaby bohaterką walki o równouprawnienie. A gdyby jeszcze dodała do tego, że historia ta pozwala nam dostrzec dramatyczny przejaw wykluczenia homoseksualistów z heteroseksualnego świata - wówczas Kampania przeciw Homofobii mogłaby jej przyznać jakiś własny order.
I na koniec, żeby nie było wątpliwości: mnie osobiście jest zupełnie obojętne, który z bohaterów książek mojego dzieciństwa i młodości był homo, a który heteroseksualny. Książki czytałem wówczas w zupełnie innym celu niż odkrywanie tożsamości seksualnej ich bohaterów. I chciałbym, żeby moje dzieci mogły mieć taką samą radość, nie ograniczaną przez kolejnych homoseksualnych propagandystów.
Tomasz P. Terlikowski



Komentarze
Pokaż komentarze (56)