Publicyści Rzeczpospolitej Publicyści Rzeczpospolitej
54
BLOG

Magierowski: Putina powrót na Kubę

Publicyści Rzeczpospolitej Publicyści Rzeczpospolitej Polityka Obserwuj notkę 11

Groźby Władimira Putina wobec krajów należących do dawnej sowieckiej „strefy wpływów” przybierają niekiedy postać zadziwiającą – jak w ostatni piątek, gdy porównał plany rozmieszczenia baz systemu antyrakietowego z kryzysem kubańskim z października 1962 roku.

Dla Rosji silosy w Polsce i radar w Czechach byłyby odebrane nie tylko jako realne zagrożenie militarne, lecz także (a może przede wszystkim) jako policzek zadany rosyjskiej dumie. Stąd bardzo ostra retoryka związana z dyplomatyczną rozgrywką wokół tarczy, zapowiedź wycofania się z układu INF (o likwidacji rakiet krótkiego i średniego zasięgu), pohukiwanie o przekierowywaniu głowic itd.
Jednak w ostatnim werbalnym kalamburze Putina mamy do czynienia już nie z przekierowywaniem pocisków jądrowych, lecz z przekierowywaniem historii. Putin zagrał cynicznie: przypomniał kryzys wywołany nie przez świat Zachodu, lecz przez Nikitę Chruszczowa i Fidela Castro, dwóch komunistycznych bonzów, którzy wymyślili sobie, iż stworzą niezatapialny lotniskowiec wyposażony w broń nuklearną u podbrzusza Ameryki (nota bene, Fidel śmiertlenie znienawidził Chruszczowa i uznał go za zdrajcę, gdy przywódca ZSRR ostatecznie wycofał się ze swojego projektu).

Skąd w ustach Putina akurat to dziwne porównanie? Wszak Putin wielokrotnie odwoływał się do tradycji militarnej potęgi Sowietów, wyrażał szacunek dla czerwonego sztandaru z sierpem i młotem, przywrócił tablicę upamiętniającą Jurija Andropowa, byłego genseka, a wcześniej wieloletniego szefa KGB, w siedzibie obecnej FSB. Stąd zatem te słowa, pejoratywne w stosunku do jego dawnej ojczyzny?

A może to porównanie nie jest wcale negatywne? Putin świetnie zdaje sobie sprawę, że w oczach wielu zachodnich Europejczyków, to nie Związek Sowiecki był 45 lat temu odpowiedzialny za doprowadzenie świata na skraj nuklearnego armageddonu. Nie ZSRR, lecz oba mocarstwa, które w równym stopniu odpowiadały za tamten kryzys, prowadząc ryzykowną grę strategiczną pod nazwą „Zimna Wojna”.

Putin wie to doskonale. Dla wielu polityków europejskiej lewicy, sprzeciwiających się amerykańskim planom w Polsce i w Czechach, trwożliwe sformułowanie „nowa zimna wojna” nie jest nawiązaniem do czasów globalnej, krwawej, trwającej ponad 40 lat ekspansji Związku Sowieckiego. Postrzegają oni zimną wojnę jako okres rządów obłąkanych polityków – po obu stronach barykady. Ronald Reagan jawi im się jako człowiek równie szalony co Leonid Breżniew. Zbrodnie amerykańskie w Wietnamie jako nieporównanie bardziej godne potępienia niż zbrodnie sowieckie w Afganistanie, a działalność CIA w Chile bardziej ohydna niż aktywność KGB w Nikaragui (gdzie niemal całą wierchuszkę ruchu sandinistów stanowili sowieccy agenci).

Dlatego też porównanie obecnej sytuacji do kryzysu kubańskiego nie musi wcale samobójcze, nie musi zaszkodzić wizerunkowi Putina. Prezydent Rosji może liczyć na życzliwe potakiwanie zachodnioeuropejskich elit, które zapewne mówią sobie dziś w duchu: „No tak, Amerykanie znów przybliżają nas do widma trzeciej wojny światowej”.

Marek Magierowski 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka