Publicyści Rzeczpospolitej Publicyści Rzeczpospolitej
92
BLOG

Ziemkiewicz: Słowo na "ch"

Publicyści Rzeczpospolitej Publicyści Rzeczpospolitej Polityka Obserwuj notkę 65
Trudno zliczyć, ile razy ostatnio Jarosław Kaczyński oskarżył Platformę o „chamstwo”, i to zgoła „niebywałe chamstwo”. Platformersi w odpowiedzi przypominają „chamstwo i warcholstwo” z czasów szorstkiej przyjaźni Kaczyńskiego z Lepperem. Ja mam inne skojarzenie. Pamiętam, że epitetem „cham”, często w formie „inteligentny cham”, szafował przez dłuższy czas po przegranych wyborach Wałęsa w odniesieniu do Kwaśniewskiego.

Podejrzewam, że sytuacja jest bardzo podobna.

Były prezydent nie mógł darować byłemu prezydentowi jego zachowania podczas telewizyjnej debaty. Gdzie, jak wiadomo, Kwaśniewski rzeczywiście zagrał po chamsku, z pełnym wyrachowaniem, żeby Wałęsę wkurzyć i sprowokować − z doskonałym skutkiem, prowokacji Kwaśniewskiego ludzie nie widzieli, a to, jak rozjuszony Wałęsa krzyczał na przeciwnika, że „wchodzi do studia i ani me, ani be, ani kukuryku” i chciał mu podawać nogę − widzieli. I stwierdzili, że mają już tego faceta dosyć, niech już lepiej będzie postkomunista.

Kaczyński, jak się zdaje, również nie może Tuskowi darować zachowania młodzieżówki PO podczas debaty, kiedy to wrzaski i tupanie kompletnie premiera zdekoncentrowały − chwyt był podobnie nieczysty i podobnie skuteczny. Może zresztą chodzi także o inne zagrania PO w kampanii. Co prawda, PiS trudno uznać za niewiniątko, jeśli chodzi o brutalne ataki na politycznych przeciwników. W ogóle polityka nie jest zajęciem dla ludzi o wrażliwej skórze, wszyscy wiemy, że politycy kopią się po kostkach, i to z perfidią włoskich piłkarzy – i akceptujemy ten fakt. Polityk, który nagle się zaczyna skarżyć na chamstwo przeciwnika, na dodatek zwycięskiego, sprawia wrażenie równie dziwaczne jak bokser płaczący, że go pobito.  

Jarosław Kaczyński najwidoczniej czuje się po chamsku skrzywdzony, ale jego subiektywnego poczucia nie podzielają wcale widzowie, słuchacze i czytelnicy. Dla nich to ciągłe gadanie o „niebywałym chamstwie” Tuska i żądanie, by przepraszał Lecha, to po prostu brak klasy i nieumiejętność przegrywania. Zwłaszcza, jeśli − trudno nie przypomnieć − wcześniej wcale się nie kazało przepraszać prezydentowej ojcu  Rydzykowi.

Ja wiem, że premier nie potrzebuje moich rad, ale taki już mam zawód, że żyję z publicznego pouczania ludzi, którzy ani myślą mnie słuchać. Otóż chciałbym namówić pana premiera (i pana prezydenta też) do przypomnienia sobie, jak wypadł poza nawias polityki Wałęsa, mimo całej swej legendy i dawnego znaczenia. Wcale przecież nie przegrał z Kwaśniewskim wielką różnicą głosów. Wielu polityków, choćby taki Landsbergis, po podobnej albo i większej przegranej stawało na czele partii i wygrywało jeszcze wybory. Tym, co zniszczyło Wałęsę nie była sama przegrana, ale to, jak zachowywał się po niej. A zachowywał się mniej więcej tak samo, jak teraz prezes PiS − winił cały świat, powtarzał, że nie przegrał wyborów, tylko liczenie głosów, ubliżał…

To nie jest dobry wzorzec, panie premierze. Jak się wyborców utwierdzi w przekonaniu, że powiedzieli „nie” awanturnikowi i zarozumialcowi, to potem już nawet król Jagiełło razem z Leninem nic nie pomogą.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (65)

Inne tematy w dziale Polityka